Languages

hasła na stronie

Z rozpaczy albo z nudów wysmarowałam sobie brzuch brokatem

PEDAŁ W OBJĘCIACH SONNENBERG - TEKST- REWELACJA!!! - IREK KOŚCIAK

Click to enlarge:
Obraz 795.jpg

Pedał w objęciach Sonnenberg

 

Dla Ewy Sonnenberg, w podziękowaniu za

biblię słów i znaczeń,

wiarę w pisanie,

powtarzalność niepowtarzalnego.

 

Historia

Według różnych opowieści, Sonnenberg jest córką króla i królowej – władców małej wyspy na Morzu Północnym Nieistnienia. Zrodziła się z pragnienia bycia kimkolwiek zechce. Staruszką dziergającą ciepłe swetry dla swoich wnuków. Dzieckiem z dużymi, zielonymi oczami, chłonącymi każdy oddech morza. Tajemniczą kobietą, która codziennie rano staje nad przepaścią poezji i liczy niewidoczne słońca słów, błyszczące refleksy fraz. Mężczyzną z fajką w ustach, który siedzi za biurkiem, przysłonięty stosami pożółkłych metafor.

Ciężko rozpoznać ją w ciszy. Nosi te same suknie, uszyte z jedwabiu chwil, atłasu wspomnień, koronek myśli. Ten sam złoty naszyjnik z brylantami pocztówek wysyłanych z kosmicznych podróży, przyjaźni zawieranych z japońskimi mistrzami kaligrafii. Te same pierścionki platonicznie zakochanych w niej przystojnych, młodych chłopców po polonistyce. Te same bransoletki ciach z gejowskich klubów. Te same kolczyki buddyjskiej mądrości. Te same siedmiomilowe szpilki.

Odziedziczyła po sobie zamek tysiąca i jednej komnaty, a w każdej z nich ukryte jest tysiąc i jedno znaczenie. I zwierciadła, miliony zwierciadeł, w których można się przeglądać w nieskończoność. W nieskończoności?

Jest próżna – godzinami przegląda się w nie swoim odbiciu, robiąc te śmieszne miny, przymierzając peruki i balowe suknie. A może próbuje stać się, ucieleśnić jeszcze bardziej, do granic materii? Czy dzięki temu stanie się człowiekiem czy przestanie nim być? Tyle pytań i jeszcze więcej odpowiedzi. Nie zastanawia się więc, dlaczego nawet prawda czasem ją przedrzeźnia...

Jest gnuśna, pyskata, znudzona powierzchownością. Wybredna, jak to księżniczka. Królowa. Cesarzowa. Jej królestwo to pięć tysięcy lwów i garść ciężkich gwiazd. Ciężkie gwiazdy w niej, obok niej, nad nią, zabawiają się w imitowanie słońca. A może to słońce imituje ją?

 Być jak Błękitna Markiza

A teraz opowiem wam bajkę na dobranoc o Błękitnej Markizie, która ma tysiące pluszowych kochanków i bardzo wrażliwy żołądek. Jej historia to historia pluszu i zatrucia pokarmowego. Dwie osobne opowieści, które przeplatają się ze sobą w dziwny sposób, tworzą nierozerwalny związek przyczyn i skutków, odejść i powrotów. I w tej całej metafizycznej plątaninie Błękitna Markiza próbuje się odnaleźć, wypośrodkować, wyznaczyć sobie pewne granice, przynajmniej te dotyczące ciała. Jak bardzo może ją boleć błękitny brzuch? Jak długo może jej kręcić się w błękitnej głowie? Jak bardzo obfite mogą być puszczane błękitne pawie? Błękitna Markiza pogrąża się więc w zamyśleniu ... (to ponoć łagodzi nudności). I wzdycha, skarży się w duchu na to swoje przeklęte ciało, które wyrządza jej teraz krzywdę. Jak ono w ogóle śmie?! Co ono sobie wyobraża?! Ale, ale...

Na podwórzu już słychać tętent końskich kopyt. Tak! Tak! To książę Suchar z odsieczą przybywa. Wbiega do zamku, wykrzykując miłosne do Błękitnej Markizy frazy. Cały przejęty rolą, jaka została mu  przydzielona. A ona, uradowana, podnosi się z łoża cielesnych boleści, choć słaba bardzo i nogi u niej jak z waty, by przywitać wybawcę swego pocałunkiem, gorącym, ale i śmiertelnym. Padają sobie w objęcia. Błękitna Markiza wzbrania się chwilę, Książę Suchar zdeterminowany jednak wielce, siebie samego dla zdrowia Błękitnej Markizy chce poświęcić. Zapewnia, że książęta mało ważni, gdy ciało ukochanej jego utyskuje, narzeka, pańszczyznę chce wymówić. Szczerość młodego, choć lekko przysuszonego już, bohatera, Błękitna Markiza do serca głęboko sobie wzięła i ciało jej na powrót posłusznym się stało, zadowolone wielce z właścicielki. I żyła Błękitna Markiza długo i szczęśliwie, nie zapomniawszy jednak o zasługach bliskiego sercu jej Suchara. Grób dzielnemu księciu urządziła, cały w pluszu różowym. W tym miejscu właśnie historia Błękitnej Markizy zatacza koło, a plusz i żołądek wielce delikatny, jednym i tym samym się stają. Jaki z tego morał? Kampowe ciasteczka nie zawsze są dobre, ale zawsze smaczne. A teraz do spania, bo Błękitna Markiza wyjdzie z szafy waszych koszmarów, wylezie spod łóżka skrywanych tajemnic. Przyjdzie i odgryzie wam te wasze wypieczone, chrupiące paluszki.

Planeta Sonnenberg

Czy masz już swoją działkę, na której stoi domek z ogródkiem? Jeśli nie masz, nie martw się – pomoże ci twój fundusz emerytalny. Zasponsoruje, ułatwi, wybuduje. Zapierdalałeś tyle lat, coś od życia ci się należy! Będziesz, co prawda, stary i zniedołężniały, ale będziesz. I twój patron, Święty Spokój, będzie ci towarzyszył aż do śmierci. Amen.

 

Planeta Sonnenberg – I stopień wtajemniczenia.

 Jeżeli czujesz, że to nie to serce, nie ta rzeczywistość, nie to życie, nie ta planeta, nie ta miłość, nie ta oferta. Powtarzalne last chance, na które musisz się zdecydować. Nie potrzeba zgody współmałżonka, deklaracji i obietnic. Nie są wymagane żadne dokumenty, formularze, dowody osobiste i publiczne. Skorzystaj więc już teraz! Zapas ofert nieważny do wyczerpania pokładów cierpliwości.

Wszystkie bilety wyprzedane, został tylko ocet – konserwant przeszłości i wspomnień.

Zanim wylądujemy na planecie Sonnenberg, musicie Państwo zapoznać się z panującymi tam zasadami, a mianowicie:

nie ma zasad, są tylko słowa,

nie ma zasad, są tylko znaczenia,

nie ma zasad, są tylko metafory,

nie ma zasad, są tylko środki żrące

Proszę odpiąć pasy. Przystojni stewardzi poprowadzą Państwa do wyjścia, na wyższy poziom percepcji?

Jeżeli sądzicie, że, będzie sądzone i o was.

 

Planeta Sonnenberg – II stopień wtajemniczenia.

It’s like „fuck it”, but it’s not a philosophy1.

 

Pedał! Pedał w objęciach!

Pedał to ktoś, kto lubi. Jak powszechnie wiadomo, lubić można wiele, a nawet jeszcze więcej. Wszystko zależy od konstelacji i układów, niekoniecznie gwiezdnych i planetarnych, niekoniecznie astrologicznych. Ja również lubię, to uczucie nie jest mi obce. Pedał w objęciach to natomiast zupełnie inna bajka, taka, którą opowiada się tym brzydkim i niegrzecznym dzieciom na dobranoc. Taka, w której nie ma dobrych bohaterów, są tylko tacy, którzy chcą, którzy starają się, którzy pragną. Pedał w objęciach to bajka dla dorosłych, którzy wracają po pracy do pustych mieszkań, pustych łóżek, do swoich pustych ciał. To bajka o księżniczce na ziarnku prawdy...

Księżniczka dała mi wiarę, że pisanie o bezsensie ma sens. Mimo, że tracę ją każdego dnia. Cyklicznie, w odstępach miesięcznych. To mój prywatny cykl owulacyjny. Pedał w objęciach jest nieszkodliwy, super chłonna podpaska wchłania go całego, jak tę niebieską wilgoć na reklamach. Znika i już nie trzeba niczego nazywać, ani udawać, że nic się nie stało.

Coś musi umrzeć, by coś innego mogło się narodzić – teoria dla tych, którzy wierzą w idiotyzm zwany przeznaczeniem. Pedał w objęciach nie ma konkretnego przeznaczenia – jest tak samo dobry we wszystkim. Umyje okna, pozmywa naczynia, sprawi, że poczujesz się lepiej...

 Pedał w objęciach Sonnenberg nabiera jednak zupełnie innego znaczenia. Staje się wielowymiarowy… I, przede wszystkim, pełen barw, lśniący, z dumnie wypiętą piersią (choć, niestety, z zapadniętymi sutkami). Nie gryzie i można go pogłaskać. Wchodzi na wyższy poziom rozwoju, w którym rozmowa staje się czymś nietaktownym. Pedał w objęciach Sonnenberg pasożytuje na tym, co napisała ona. Wysysa z niej słowa jak pijawka. Ale nie ma w tym nic złego, bo…

 Księżniczka umiE pisać na piasku. Na wodzie pewnie też, tylko jeszcze o tym nie wie. Posiadła bowiem umiejętność znaną tylko alchemikom – przekształca ulotne w trwałe. Może kiedyś uda mi się nakłonić ją, by zapisała na tafli jeziora te tajemnicze, średniowieczne zaklęcia, metafory, których używali starożytni mędrcy. Samą siebie?

Ewa Wawrzyńska weszła mi w paradę…

Konkurencja bywa zaskakująca. Ciekawe, czy nasze opisy tej samej OSOBY będą walczyć ze sobą o istnienie w jej świadomości. Ciekawe, czy Pani wiersze będą umiały zająć w jej sercu więcej miejsca. Zorganizujmy więc walki w błotku, walki w kiślu i konkurs miss suchego podkoszulka. Jestem jak najbardziej za, a Pani? W końcu trzeba umieć walczyć o swoje! Albo o cudze, w zależności od upodobań. Niepotrzebnie się Pani roznosi, panoszy, wtyka się i zapala. W takiej sytuacji wypadałoby najpierw sprawdzić, czy ktoś inny nie ma podobnych zamierzeń, tylko trudno mu skończyć to, co leży zaczęte, rozdrapane, rozpieprzone powszystkich kątach ciasnego pokoju. Trzeba dać czas na poukładanie, zgromadzenie wystarczającej ilości odwagi, by w końcu zdecydować się na ten krok. Pisanie ma to do siebie, że jest fantastyczne do momentu, w którym trzeba powiedzieć dość. „Kiedy powiem sobie dość, a ja wiem, że to już niedługo” i takie tam, śpiewanie w chórkach, stanie na tyłach sceny, by w końcu z niej zupełnie zejść, spierdolić, uciec przed wszechogarniającą świadomością. Rozumie Pani, bo ja nie…

Powyższy wywód sponsorowałem ja oraz moja najlepsza przyjaciółka, literka Q.

Nadchodzi kres

Kupa śmierdzących, tanich metafor rodem z second hand shopu dla tych, którzy chcą mieć swoją własną metafizykę, ale nie stać ich na tę nową, markową. Wybierają więc zużyte szmaty porównań. Kupują je na wagę, wybierają te, które da się jeszcze nosić. I nie ma w tym nic złego – mniej się człowiek męczy, a i ryzyko również niewielkie. Nie to, co Twoje zabawy w mordercze skojarzenia, które szukają ofiar wśród zdań…

Nareszcie! Pedał w objęciach Sonnenberg!

Ciągną się za mną moje trzykropkowe organelle: trzykropkowe frędzelki, trzykropkowe sznuróweczki, trzykropkowe koniuszki palców. Nie jesteś tym wszystkim zmęczona? Tym moim wszechobecnym niedokończeniem? Najchętniej pisałbym całą wieczność, ale wiem, że to niemożliwe. Trzykropkowe organelle dają mi złudzenie, że możemy pisać razem, że przyjmiemy zasadę „ja zaczynam, a Ty kończysz”, że podążamy do plus nieskończoności, a Tobie miejsce. Na każdej z nich przygotowałem przestrzeń, w której możesz się odnaleźć, małe, przytulne mieszkanko. Jest w nim sypialnia, pokój dzienny, kuchnia, w której po długim, kosmicznym spacerze na innych planetach upieczemy szarlotkę, aż cały tekst pachnieć będzie cynamonem...

 

1 Cytat pochodzi z utworu Kelly Nesbitt „Think of Your Eyebrows”, znajdującego się na płycie „Kell’s Bell”.

 

Ireneusz Kościak