Languages

hasła na stronie

Teraz gdy wszystko jest nieważne
Czas stał się grajkiem ulicznym
Bo to co najważniejsze ukazało mi moją powinność

LIST Z WIĘZIENIA

Click to enlarge:
francesco d'isa.jpg

 LIST Z WIĘZIENIA

Najpierw jest nieświadomość: list do matki lub ojca (jeśli jeszcze nie został zamordowany),  list: tutaj jest wspaniale, wszyscy się modlą i wierzą w jakiegoś Boga, mordują się i nienawidzą, jest wspaniale: można kupować piękne przedmioty z przeceny, są restauracje i kawiarnie, wszędzie ludzie się śmieją i pokazują na mnie palcami, „ty dziwko”, „ty diable”, ty, ty, a moje ja szeptem: „i ty też” mówię do mojego najlepszego przyjaciela w tym mieście….a on mi odpowiada: „jak chcesz mieć kogoś bliskiego to daj ogłoszenie do gazety”, „proszę pana ona jest potworem”. Mamo - Tato tutaj są ludzie, tacy dobrzy ludzie z krzyżami na szyi, patrzyli ukryci z okien na „wszystko można z tobą zrobić”, patrzyli i uśmiechali się, Mamo, Tato jest dobrze prześlę wam prezent, żeby udawać, że jest mi wspaniale, że nie boli, że jest okey, że nic się złego nie dzieje, że odczułam to miasto na własnej skórze: mam kilka siniaków, mam też blizny, czuję w sobie jak wzmaga się do mnie niechęć, ktoś przechodząc potrąca mnie, jest super, obok mnie sami kaci, czasami ktoś przyjacielski, ale nie wiem czy to żywi czy umarli, ja spaceruję między królewskimi ulicami, ale te ulice już nie są królewskie, są jak tanie dziwki, sprzedadzą się za każdą sumę, byle przystawać do tego, co jest w cenie, do tego, co da ci ochłap na talerz, ja też chcę niekiedy coś zjeść, niekiedy, bo restauracje i kawiarnie tego miasta nie przyjmują mnie, „dla takich klientów nie ma miejsc”, może i lepiej, Mamo – Tato gdy w jakiejś coś zjadłam to potem byłam na pogotowiu, ale  stamtąd też musiałam uciekać, bo tam to było jak w celi straceń, wszędzie jest tak samo źle, restauracje, kawiarnie, spotkania towarzyskie uruchomiły wobec mnie nienawiść, próbują mnie unicestwić, bo nie jestem ładna i grzeczna, czy coś w tym rodzaju, eksterminacja na małej dziewczynce, nie mam gdzie usiąść, nie mam gdzie się schronić, więc spaceruję a oni na mnie polują, więc piszę wiersz a oni dokonują na mnie publicznej egzekucji, nazywając to balem, lub inną imprezą, w sumie jest fajnie, śmiesznie i zabawnie, itd. (list jak list, jak listopad, i parę innych rzeczy, list, ale nie jak liść – liście są kwintesencja duszy w tym koszmarze ogłupienia i ciemnoty, liście są jak zapięcie książki, która oddycha). 

 

EWA SONNENBERG