Languages

hasła na stronie

Tylko sztuka cię nie zdradzi

Zaklęcia miłosne

Jakiego koloru jest niebo w
Jakie drzewo jest twoim przyjacielem?
O czym myśli wiatr na twojej ulicy?
Czy już wiesz jaką gwiazdę ci dałam?
Jak bardzo słońce pragnie księżyca?
Jak bardzo księżyc wyczekuje słońca?
Na jaką porę roku wychodzą twoje okna?
Na jaką część duszy otwierają się twoje drzwi?
W czyich oczach odnajdujesz siebie?
W jakim słowie mogę cię odnaleźć?
Jaka melodia światła ci towarzyszy?
Czy pamiętasz naszą pierwszą rozmowę?
Czy pamiętasz nasze ostatnie spojrzenie?
Jakie imiona mają twoje ślady?
W którą stronę świata odwracasz głowę?
Która strona świata jest ci najbliższa?
Czy poczęstujesz mnie kiedyś swoim papierosem?
Czy poczęstujesz mnie swoją wrażliwością?
Czy swoimi myślami dotykasz czasami moich myśli?
Czy twoja niepewność rozmawia niekiedy z moją niepewnością?
Który ze światów zapraszasz na kawę?
Czy odległość nas dzieli?

Twoja odpowiedź jest odpowiedzią wszechświata
Twój gest jest gestem nieba
Nie pozwól by światło odeszło z twojego oddechu
Nie pozwól bym zapomniała o tobie

Nie wiem skąd ale nadszedł
Na pustyni pojawiła się łąka
Być może spełniał marzenia
Marzenia dzieciństwa
W których tkwi cała wiedza o czułości

Tyle naobiecywała nam młodość
Czy była naszym złudzeniem?

Nagle wrażliwość
I serce światła jak most między nami

Zrezygnowaliśmy z siebie dla siebie

Pozostała nieustającym pytaniem
Pozostała dotykiem bez skazy

Rytm gwiazd to rytm twoich stóp

Miłość to rozpaczliwe szukanie bliskość, tej właściwej bliskości, której nikt nigdy nie zaznał
bo materialne oddziela nas od niej. To właśnie ciało, które szuka tej bliskości od tej bliskości oddziela. Ciało, które pragnie miłości jednocześnie jest tamą na miłości. Szukamy więc dalej szukamy kogoś, kto byłby do nas podobny, dlaczego podobny? Srebrny klaun, który żongluje na rynku siedzi na ławce pijany i zwierza się: ona nigdy nie czuje tego, co ja. Ta potrzeba wspólnego odczuwania, współodczuwania czy w ogóle jest możliwa? Czy możliwe jest by w tym samym momencie myśleć o tym samym? By w tej samej chwili odczuć to samo ciepło w sercu? Nie wiem skąd, ale nadszedł i był moją ukochaną złotą rybką i kobiecą kawiarenką "Mille fiori" i małą chińską dziewczynką i gwiazdą, której nigdy nie zauważył. Jego ręce, jego delikatne kruche ręce były jak maleńki japoński mostek w ogrodzie zen. Jego zadumane palce wciąż zmagające się z myślą o dotyku? Czego te kruche palce chciałyby dotykać? W jakiej rzece chciałyby się zanurzyć by zapomnieć. I wołam twoje palce po kryjomu by nikt mnie nie usłyszał. To ciche wołanie, które odbija się echem gdzieś wysoko w górze i zabarwia niebo na różowy kolor. I wszystko wokół zanurza się jakby w różowym roztworze oczekiwania. Palce, w których dostrzegliśmy blask emanujący jak z jakiejś chińskiej świątyni. Karmie swoje wątpliwości tym blaskiem i odchodzę bardziej pewna. By znów samotnie rozdzielać światło na każdym pojedynczym liściu, które wlewa się do mojego pokoju z okna. Okno może być na jakiś krajobraz, który należy oswoić, przyzwyczaić się, przywyknąć, ale może też być okno nad przepaścią i wtedy widzimy jak nad tą przepaścią stoi jakiś skrzypek, wiatr rozwiewa mu włosy a on gra Bacha... Jaki utwór? Jest też okno na wyobraźnię. Ten szczególny rodzaj rozedrgania gdy każda rzecz nie tylko ma nazwę, ale imię, przyzwyczajenia i skłonności. Nie wiem skąd, ale nadszedł na pustyni pojawiła się łąka. Te trawy stworzone dla naszych stóp. Stóp, które są zadziwieniem, że biegną do ciebie. Stóp które są zbyt niepewne by w to uwierzyć. Stopy wykradzione wzrokiem, te nagie stopy w samym środku nocy, które upewniają w przekonaniu, że są najbardziej świętą przestrzenią człowieka. To znów bose stopy w tańcu, jeśli zostanie coś wspomnieniem, to nagie stopy, które mówią, że są przyjacielem. I stopy, które mówią przebacz mi, że pozwoliłem ci zauważyć. To stopy parając się czekaniem, znają najbardziej tajemnicze zaułki tęsknoty. I to ja byłam tą, która zobaczyła twoje stopy, nagie i bezbronne. I ta chwila gdy to zauważyłeś. Już wtedy zrozumieliśmy że słowa są niepotrzebne. Gdybyśmy umieli wejrzeć w siebie, o ile łatwiej byłoby wypowiadać słowa. Gdybyśmy zawierzyli swoim uczuciom, o ile bardziej potrafilibyśmy się zrozumieć. I znów to powietrze, które przychodzi do nas z miliarda lat świetlnych. I znów ten bezkres, który delikatnie trąca o naszą skórę. Najpierw uporamy się ze sobą potem z tym bezkresem. A może odwrotnie? Taksówkarz, który mnie wiezie pyta: czy kiedykolwiek się w życiu spotkamy? No właśnie, w którym życiu się spotkamy? A może właśnie się spotkaliśmy? To ciągłe pojawianie się w różnych epokach. To ciągłe mijanie się z tym, co właściwe. Ta nieustanna odyseja poszukiwania. To nieustanne powtarzanie motywu: spotkań i rozstań. Gdy ty będziesz ty wtedy niebo będzie nam sprzyjało. Wtedy cały świat będzie nam opowiadał o nas. Najprzyjemniejsze jest łowienie spojrzeń. Najmilsze są te z daleka jakbyśmy pokpiwali sobie z odległości i przestrzeni. Znajdujemy siebie wciąż znajdujemy w samotności i w tłumie. Przypływam wtedy do ciebie na łódce oka. Przypływam na drugi brzeg twojego zawstydzenia dotykając twojego języka. Przedmioty chichoczą, ale my pozwalamy im na to pokpiwanie z naszej uległości. Uległość, tak, to właściwe słowo. Od kiedy uległość stała się potrzebą. Jedna z wielu podpowiedzi, których nie zawsze masz ochotę usłyszeć. Zgiełk powierzchowności, który wkrada się w twoje poszukiwania. Czy wciąż poszukujesz? Miłość to uwierzyć, uwierzyć od nowa, że może być lepiej. Jak lepiej? Tego nie wiemy, ale czasami przeczuwamy. I wtedy kwitną jabłonie w ogrodzie dzieciństwa. Nie wiem dlaczego, ale ich białe kwiaty to biel twojej skóry. Tak samo czuła i wrażliwa na każdy powiew wiatru. A wiatr jest naszym posłańcem. Znamy jego święta mowę, znamy jego myśli, znamy jego historię. Przepłynąć między twoimi palcami, stać się deszczem, rzeką, powietrzem, przepłynąć między twoimi palcami. Twoje palce połączone nierozerwalnie z twoją wrażliwością. Przepłynąć między twoimi palcami zaznać twojej wrażliwości, i znów przepłynąć by podzielić ją na twoją, moją, naszą. Najbardziej nasze są spojrzenia tak łączy się myśl z myślą, przeczucie z przeczuciem, myśl z przeczuciem, przeczucie z myślą. Czy przeczuciem były nasze przypadkowe spotkania jakby od niechcenia jak jaskółki w locie, które trącają skrzydłami powietrze. Te nazwane przypadkowymi igraszki losu. To pokpiwanie losu z naszego przebarwienia sobą. Buntować się wobec losu czy oprzeć łagodność pogodzenia o jego poręcz? Jaki smak będą miały nasze pocałunki, którymi wymieniamy się w listach. Smak deszczu i wiatru? Nasza ślina ma ten sam smak, ten sam zapach, tą samą temperaturę. Nasz pocałunek był jednią. Nasz pocałunek, który trwał cały dzień i całą noc. Jestem spragniona twojej śliny. Tylko twoją śliną mogę zaspokoić pragnienie.
Oboje tak samo samotni, tak samo niezbędni dla tej samotności i tak bardzo potrzebni sobie. Czy dwie samotności mogą być sobie potrzebne? "Poezja bierze się z życia" stwierdził jakiś poeta, a my spojrzeliśmy na siebie jakby z ironią, jakby z kpiną, jakby z rozpaczą, że wiemy, że rozumiemy, że odczuwamy od czubka palców u nóg po czubek głowy, że poezja jest zupełnie inną rzeczywistością. Tą rzeczywistością, dla której musimy pozostać samotni. A jednak pomimo samotności nie jesteśmy wcale skazani na pożegnania. Przeciwnie wciąż w drodze wciąż ku nowemu spotkaniu. Spotkaniu z drzewem, z kamieniem, z gwiazda, z deszczem, z

Między nami jest błękit. Rozdarty na pół: jedna połowa dla ciebie, jedna dla mnie. Wielki błękit bez miary. Nieskończony błękit, po którym stąpamy zamiast po ziemi. Między nami jest coś niewiarygodnego. Nie pytamy o jego nazwę, nie pytamy o jego imię. Mury miast, które nas nie chciały. Wielkie katedry, które przybiegały do naszych stóp. Te chodniki wielkich miast pełne ironii i zakłamania. I te nieba tak różne a jednocześnie wciąż tak samo czułe. Te kamienie, z którymi zawieraliśmy przyjaźń. To niepewne dalej, które nas poganiało. To jednoczesne pragnienie dotyku, które nas przytuliło do siebie. To czekanie na ciebie pod rozbawionymi gwiazdami, to nieustanne czekanie, czekanie, czekanie bo jedno twoje spojrzenie mogło przywrócić mi siebie. W ilu jeszcze twarzach mam się przeglądnąć by odnaleźć tą twoją. W ilu językach mam wypowiedzieć wyznanie byś wreszcie mógł mnie rozpoznać. Wciąż nierozpoznana, wciąż niczyja.

Dać ci jak najwięcej czułości by towarzyszyła ci gdy nie będzie mnie przy tobie. Dać ci tyle dobra by wystarczyła ci na całą twoją samotność. Dać ci tyle ciepła by w twoich ramionach zapanowała nieustająca wiosna. Dać ci tyle wiary by przesłonić każdą wątpliwość.
Dać ci tyle światła byś nigdy nie doznał ciemności nocy. Dać ci tyle nadziei by każdy drobiazg był dla ciebie jak wszechświat. Dać ci tyle delikatności by twoja dusza zakwitła jak orchidea. Co znaczą te dary wobec jednego pocałunku twoich stóp.

Komuś kto umie rozmawiać z drzewami nie można pozwolić odejść. Ty, który rozmawiasz z drzewami i wiesz kiedy kładą się spać. Ty, który potrafisz rozkochać w sobie cyklameny i znasz ich tajemną mowę. Komuś, kto kocha cyklameny nie można pozwolić odejść. Jest ktoś kto umie rozmawiać z aniołami i nie pozwoli ci odejść. Coś nas łączy oboje czujemy lęk przed miłością. Być może każde z nas zostało zranione. Być może nasze dusze bardziej się kochały niż nasze ciała. Kruche ciała jakby z porcelany. Kruchość ciała ta przejmująca delikatność - ciało jak mgła. I już nic nie było ważne, ani widoczne tylko on. Twoje stopy to coś więcej niż Ty, to moja bezgraniczna nadzieja i moja wiara w rzeczy niemożliwe. Twoje stopy jak stopy japonki, można próbować z nimi żartować. Kochać cię to za mało. Nie wiem jak nazwać to uczucie, które jest czymś więcej niż miłością. Czymś bardziej, czymś mocniej, czymś głębiej.

Każdego dnia kocham cię bardziej. Każdego dnia wołam cię głośniej.
Nieprzewidywalny.

Jesteś moim świetlistym myślnikiem

Kochać cię wszystkimi opuszkami palców
Każdy twój dotyk jest jak nowa pora roku

Co powinno być pierwsze wołanie czy oczekiwanie?

A jednak jestem jakby bardziej
Jest mnie jakby więcej
Dobrze mi z tobą bez ciebie
Dobrze mi gdy ogarnia mnie twoje milczenie

To nie ja płaczę to moje ciało płacze
Moje ciało płacze i krzyczy:
Potrzebuję twojego dotyku

Kocham rozdaje świat za darmo
Ale nikt go nie dostanie bo nikt nie umie zauważyć

Twoje ręce
Jestem zazdrosna o wszystko czego dotykają
Każda rzecz którą dotykam dotykam z myślą o tobie

Ta odległość
To żart czy właściwe?
Czy przez chwile oddalasz się w moja stronę?

Te noce spędzane na oczekiwaniu
Te słowa które są jak pieszczota

Przynieś mi swoje ręce. Tak abym mogła rozwinąć je nad sobą jak niebo bo zobaczyłam jak na rękach niesiesz wszystkie gwiazdy... Przynieś mi swoje stopy tak bym mogła zrozumieć dokąd idę, bo zobaczyłam, że twoje stopy są jak dwa płomienie, które spopielają wszystko co niepotrzebne . Przynieś mi twoje zmarznięte ciało, tak bym zapomniała o tamtym zimnie, które dotyczyło, nie tyle mnie, co wieczności. Przynieś mi swój język, chce z niego wyłowić smak twojego milczenia. Przynieś mi swoją ślinę, przecież wiesz, że przymieram z pragnienia... Przynieś mi twoje usta, ta jedyna brama w tym szaleństwie niezliczonej ilości drzwi. Przynieś mi siebie otworzymy okna naszej wyobraźni i zamienimy się w dwa błękitne ptaki, odlecimy do kraju czułości, zamienimy się w dwa motyle, wszystkie kwiaty ziemi będą nasze, zamienimy się w dwie ważki, będziemy pisać na wodzie wiersze. To będę najprawdziwsze wiersze bo nikt nie będzie umiał ich odczytać. Te nieoczytane zaklęcia miłosne, które odpłyną do wilgotnych delt naszych ciał.

Zadedykuj mi wszystkie noce

Potrzebuje twoich rąk by dotykać
Potrzebuje twoich stóp by iść
Potrzebuje twoich oczu by widzieć
Potrzebuję twoich ust by kochać

Stać się myślami tego kogo kochamy
Stać się słowami które wypowiada

On rozumiał rzeczywistość
Ja rozumiałam nierzeczywiste
On był linią horyzontalną
Ja byłam linią wertykalną
Nasze spotkanie to stworzenie nowej przestrzeni

Trzeba coś poznać, żeby kochać?
Trzeba coś kochać, żeby poznać?

Liczę dni godziny sekundy do twojego jednego słowa
Liczę krople deszczu i liście na drzewach do twojego jednego gestu

Chce się ukryć między twoimi palcami by nieustannie czuwać nad twoim dotykiem
Chcę pominąć siebie by ujawnić ciebie
Chcę zamienić się w kamień na którym piszesz swoje podziękowanie
Chcę być twoim dotykiem widzieć twoimi palcami
Pragnę zniknąć by powietrzem wkraść się w twoje westchnienie
Pragnę zamieszkać w twoim spojrzeniu by widzieć to na co ty patrzysz
Pragnę zamienić się w twoje ślady by nieustannie iść za tobą

Chce zaczerpnąć ciebie jak oddechu
By przeobrazić się w twoje podążanie ku rzeczom niezwykłym
By usłyszeć to co przemilczałeś

Pocałunek który trwa całą noc
Jaki smak mają pocałunki które posyłamy do siebie w listach?

Miłość być może jest złudzeniem, ale jakże miłym złudzeniem. Miłość potrzebuje słów:
Zadedykuj mi wszystkie noce, bym mogła z nich czytać jak z twojego ciała.
Może słowa miłości dziwią się sobie, jedno przez drugie próbuje ukoić niecierpliwość.

Miłość dla mnichów buddyjskich jest złudzeniem dlaczego więc szanują istnienie zwierząt?
Z braku miłości?

Twój głos przysiada delikatnie na mojej klatce piersiowej jak oddech który szuka schronienia

Rytm mojego serca jest rytmem twoich stóp
Rytm twojego ciała jest rytmem mojego pragnienia
Rytm mojego ciała jest rytmem twojego oddechu
Rytm mojego uczucia jest rytmem oceanu

Miłość jest równaniem z dwiema niewiadomymi

Kochać to znaczy zostać wykradzionym rzeczywistości

Dajesz mi przestrzeń między mną a światem
Dzięki tobie odsunęłam od siebie kamień

Przewyższa nas dobro z którego czerpiemy siłę stawania się
Błogosławię twoje drogi którymi mnie obdarzasz
Ten błękitny odcień wolności

Duchy naszych spojrzeń zamieszkały na księżycu
Dlatego daję ci księżycowe pióro którym możesz napisać księżycowe wyznanie
Światło księżyca przypomina temperaturę tego co sobie nie powiedzieliśmy

W czyim dotyku odnajdę siebie
Czyj dotyk mnie odnajdzie?

Dotyk?

W cieniu twoich rąk

Zanurzam się w cieple twojej skóry jest mi dobrze w tobie
Twoje ciepło jest moim schronieniem twoje ręce są jedynym mostem nad przepaścią
Ryzykowaliśmy naszą wolność tylko po to by spojrzeć na siebie