Instruktarz:
Weź pod uwagę to ze pod każdym słowem ukrywa się inne słowo
każdy obraz jest drzwiami do których tylko ty masz klucz
może pod każdym imieniem jest jedna i ta sama osoba
jedna i ta sama ale która forma istnienia?
Marzec 2006
Lekcja kaligrafii, rysując znaki to tak jakbym rysowała siebie. Swoje namiętności, zawstydzenie, smutek. Kartka staje się lustrem pod wpływem rysującego pędzelka.
Kaligrafuje słowo: Życie.
Słowo to składa się z kilku kresek pionowych i kilku poziomych. Jednym słowem jak w relacji: ziemia ? niebo. Jak sen i droga do celu.
A w każdej z tych kresek jest cząstka mnie. Moje skupienie, napięcie, uwaga. Moje przeczucia i niepokoje. Te nieco kulfoniaste kreski (jestem najgorsza w grupie), wynikają z mojego środka, z moich relacji ze światem. Tak jakby wewnętrzny nastrój wizualizował się za pomocą tych nieudacznych linii, które ukazują się na kartce. Każdy ruch pędzelkiem musi być przemyślany, a jednocześnie daleki od myślenia. Pełnia pustki to stan, w którym powinno się kaligrafować.
Piątek (3.03.2006), gram na wieczorze w Śródmiejskim Ośrodku Kultury na promocji książki p.t. ?Kapelusz?. Czy to jest kapelusz, z którego wyciąga się białe króliki, a przynajmniej białe myszki? A może kapelusz, który nosiła Gertruda Stein? Bo na pewno nie mój wrocławski mocno nagryziony przez mole. Obawiam się, że to zwykły męski kapelusz z piórkiem i jak tutaj grać Chopina? Mam grać do kapelusza z kapelusza? Słuchacze przekonują mnie, że lepszy taki kapelusz niż żaden. Pytanie tylko jakiej wielkości jest rondo owego kapelusza.
X stwierdza że jest ponadczasowy, bo nie nosi zegarka.
Ja też czuje się ponadczasowo mimo, że co sezon kupuję nowy zegarek swatcha.
Ni stąd ni zowąd znalazłam się na wernisażu w Pracowni Otwartej(3.03.2006). Nie wiem kto wystawia obrazy, podobno jakaś Joanna. Próbuje pokazać to, co niewidoczne kierując się regułą ?mniej znaczy więcej?. Z wszystkich obrazów zapamiętałam jeden: dziewczynka w zbroi. Czyżby któreś z wcieleń Joanny D'Arc? Czym jest więc to "mniej": zbroja czy dziewczynka? Ta zbroja to coś, co nas ochrania przed napastliwością codzienności. Niekiedy taką zbroje można utracić, ale podobno odrasta tak jak paznokcie.
Czytam poezję. Tą pierwszą lepszą, tą znalezioną na skróty, na opak.
Drażni mnie poezja, która nic nie znaczy, która nie ma w sobie odpowiedniej temperatury (przynajmniej wrzenia). To puszenie się wierszami. To nadmuchiwanie siebie do rozmiarów wszechwiedzącego firmamentu. Udawanie duchowości. Udawanie piękna, prawdy i dobra.. Naburmuszone frazy i oczywiste metafory. Szlak mnie trafia, gdy podskórnie wyczuwam w tym fałsz i obłudę. Nic poza tym. Nic między wersami. Pustka, która tak na prawdę jest równoznaczna z ubóstwem duchowym.
Dlaczego człowiek coraz bardziej zapomina o tym, co duchowe?
Dlaczego to, co duchowe spychane jest na margines, jak coś, co się zdezaktualizowało, jak coś, co śmieszy?
Tak jakby wciąż trwała walka między tym, co duchowe i tym, co materialne. Między wewnętrznym i zewnętrznym. Między powierzchownością i głębią. Między bezmyślnością i refleksją. Między czym a czym? Właściwie czy można to zwerbalizować?
Czy życie jest partią szachów? Żartem? Plotką? Partyjką pokera?
Przypuśćmy, że cała ta sprawa z życiem jest żartem opowiedzianym przez kogoś wielkiego komuś małemu. Ten ktoś mały niewiele z tego rozumie dlatego wszystko bierze na poważnie.
Odczytuje na swój mały, własny sposób ogrom tego, co usłyszał i wszystko na swój ludzki sposób wyolbrzymia. Od tej pory rzadko się uśmiecha i najmniejszy drobiazg budzi w nim wątpliwości. Przypuśćmy że cała ta afera z powrotami, rozstaniami jest tylko zabawną grą w której solówkę gra metafizyczny kontrabasista.
Błękitne szkiełko na ulicy. Czyżby zmaterializowany fragmencik nieba? A może czyjaś łza? .
Mogłabym je podnieść i nadać mu jakieś imię. Lub dopisać do niego jakąś niezwykłą historię,
pełną zaklęć i wyznań. Może jest zagubionym fragmentem do układanki, dzięki której stajemy się oświeconymi. Może zgubił je jakiś czarownik lub może wypadło z naszyjnika lekkomyślnej czarodziejki. Kto upuścił ten zawieruszony kawałek błękitu? Może to Ty?
Niedziela (5.03.2006), na pewno nie mieszczańska, w moim wykonaniu jest najbardziej niekonwencjonalna i zaskakująca. W samo południe trafiam do saloniku muzyczno- literackiego Haliny Koch. Przysłuchuje się ?Źródłu Aretuzy? Szymanowskiego. Skrzypaczka, muzyka, ale o co tak na prawdę w tym chodzi? Uczynić nas bardziej wrażliwymi?
Już bardziej wrażliwa być nie mogę. Przecież ze swoją nadwrażliwością i tak ledwo sobie radzę. To ?Źródło? coraz bardziej mnie pochłania, widzę palce skrzypaczki, które rozpędzają się na strunach. Zastanawiam się czym jest owo ?źródło?. Źródło choćby szczęścia lub smutku. Banalne. Wiem. No to w takim razie ?źródło? - jakieś wytłumaczenie tego monotonnego lub burzliwego z dnia na dzień. Pogrążona w myślach naraz zostaję wyrwana do prezentacji swoich wierszy. No tak, wszędzie i o każdej porze recytuję swoje wiersze. A czynię to z przyjemnością. Uwielbiam recytować swoje wiersze. Recytacja mnie porywa jakbym pływała we wzburzonym morzu. Więc gdzie się da recytuję i recytuję. A ludzie słuchają i słuchają.
Śledzik w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich (6.03.2006). Tym razem nie recytuje wierszy. Spotykam ludzi starszego pokolenia. Znów czuję się obco, przypadkowo jakbym nie przystawała do otoczenia. Ktoś proponuje mi podwiezienie do domu, uprzejmie dziękuję i dzięki temu w drodze ze śledzika do rynku dowiaduję się:
Po pierwsze: istnieją kondomy robione na drutach
Po drugie: koleś lejący pod drzewkiem na krakowskim, romantycznym rynku woła ?ale mam małego?
Po trzecie: nigdy nie można tracić nadziei
W ?Lokatorze? (7.03.2006) kolejne spotkanie poetyckie. Tym razem Agnieszka Wolny-Hamkało i Marcin Hamkało prezentują swoją poezję. Agnieszka w jednym z wierszy pisze o zabójczym stężeniu kreatur. Dziwne, odkąd przeprowadziła się z Wrocławia do Krakowa nie mam potrzeby pisać o kreaturach, kanaliach, skurwielach, ?twardzielach? itd. Moja poezja wydelikatniała?Marcin Hamkało ma swoistą definicję wiersza, która brzmi: ?wiersz ma uwierać?. Czyli dobra poezja byłaby jak chodzenie w za ciasnych butach? Ale czy tylko w za ciasnych butach można dojść do celu? Może każdy z butów powinien być od innej pary? Nie mówiąc już o szpilkach, które stały się synonimem feromonów i silikonowych uśmiechów. Silikonowe wiersze? Jaką funkcję ma poezja zastanawiają się prowadzący spotkanie. Żadnej? Lekkie zamieszanie i dezorientacja. Aha i okazuje się, że nie można używać słowa ?piękno?. No to ja się wypisuję bo właśnie piękno jest dla mnie podstawową kategorią, a do tego mam na sobie buty na obcasach! Piękno i emocje. Piękna brzydota i piękne ubóstwo. Piękna nędza i piękne szaleństwo. Na koniec okazuje się, że poezja jest nieużyteczna. Lekka konsternacja. Ale jak inaczej jeśli piękno tak na prawdę jest bezużyteczne.
Próba z Kaczką przed występem. Przygotowujemy Wertyńskiego. Oleg Pogudin z Petersburga śpiewa jak kobieta. Urzekająco!!!!!! ?Jeszcze kilku chłopców i też będę śpiewał jak kobieta? ? mówi mi Kaczka.
Czy jedzenie banana na stojąco lub na leżąco ma jakieś znaczenie?
Jak lepiej: stojąc, siedząc czy leżąc?
I po co w ogóle parać się tak niewdzięczną czynnością jak jedzenie banana
Stopniowo rodzą się wątpliwość: zjeść czy nie zjeść
Dać upust wyobraźni czy ograniczyć się do nazwanie rzeczy po imieniu
Zapuszczać się w jego miąższ tylko po to by operować jakimś środkiem wyrazu?
By zanegować wyższość kotleta nad wegetarianizmem?
Dodatkowa porcja banana ?
Manggha (8.03.2006) wsypanie mandali usypanej przez tybetańskiego mnicha do Wisły. Adoracja mandali pomyślności: dziesięciopłatkowy kwiat. Mandala jako zapis medytacji.
Nie chce się wierzyć, że ten przepiękny obraz powstał z (kolorowego) piasku. Czegoś tak zmiennego. Być może każde piękno jest nietrwałe jak przesypujący się piasek. Może nie tyle nietrwałe, co nieuchwytne. Niszczone, a wciąż istniejące.
Ludzie wyciągają ręce po odrobinę piasku, to ma przynosić pomyślność. Ale przecież pomyślność jest w nas.
Mandala symbolizuje integrację. Jest jak rzut na płaszczyznę Góry Kosmicznej.
Mnich stoi nad brzegiem rzeki i wsypuje mandalę. Czyni to w wielkim skupieniu jakby był sam. Jakby cała ta ceremonia była czyniona tylko w jego obecności. A przecież wokół niego piętrzył się tłum. W europejskiej kulturze zawsze musi istnieć relacja prezentujący i publiczność, mnich wydawał się tak bardzo zaangażowany w to, co robi, że publiczność właściwie była mu niepotrzebna.
Z rozpaczy albo z nudów wysmarowałam sobie brzuch brokatem
Całą noc połyskiwał w świetle księżyca udając jakieś ciało niebieskie
Ten brokat ma być odzwierciedleniem mojej wolnej woli?
A może jest wołaniem na puszczy kogoś bezgranicznie zagubionego
Między księżycem a gwiazdą brzuch stał się jedną z ilustracji kosmosu
Apoteozą tego co przydarza nam się przypadkowo i jakby w półśnie
Czekam więc jak jęzor deszczu zliże ten brokat z mojego brzucha
I znów nastanie zwyczajność której ni jak nie umiem nazwać
Przyzwyczajona do tego co nierzeczywiste i nierealne
Jakbym krążyła w jakiejś niepojętej opowieści
Gdzie jedynym wolnym gestem jest moment gdy wyłączam dzwoniący zegarek
Ale jeszcze nigdy tak naprawdę się nie przebudziłam
Jestem na Darku Foxie (nie mylić z Koxem) w Lokatorze (12.03.2006). Promocja książki ?Co robi łączniczka?. Od początku spodobała mi się ta proza. A czytałam jakieś fragmenty najpierw w ?Twórczości?. Bardzo zgrabnie i inteligentnie napisana. Fotografie Zbigniewa Libery też niczego sobie. Słowem całkiem niezły wieczór z przeolbrzymią ilością pytań.
Spotkanie z młodymi poetami w Kole Młodych przy SPP na Kanoniczej (13.03.2006).
Ktoś czyta wiersze, w których prócz łączenia słów i jakiejś niezgody nie ma nic więcej. Być może niektóre były ciekawe, ale ?sama nie wiem. Bo przecież słowa mają się sobie dziwić i zaskakiwać. Chodzi też o coś pozawerbalnego, które jest ukryte nie w głowie, ale w sercu każdego z nas w mniejszym lub w większym stopniu. Poezja jest pięknym, ale i trudnym darem. Różewicz kiedyś przypadkowo przeze mnie spotkany powiedział: "Tak, poezja, wciąż dźwigam ten garb". I coś w tym jest. Niekiedy nasza własna poezja nas przerasta i nie radzimy sobie z nią. Tworzenie jakby wyrzuca na zewnątrz codzienności tej bezpiecznej od ?do. Rzeczywistość staje się dotkliwsza, przeniknięta mrowiem znaczeń i metafor. Rzeczywistość staje się dzięki temu pełniejsza; o wielu twarzach i namiętnościach, ale i bardziej trudna czy nawet nieposłuszna naszym zmysłom. Po czytaniu wierszy rozpoczęła się dyskusja. Dyskutować o poezji jest równie trudno jak ją pisać. Ciekawym głosem w dyskusji był głos Hieronima Szczura, który ku mojemu zdziwieniu mówił o wierszach tak jakby przeniknął tajemne sfery poezji. Po spotkaniu zwabiłam Hieronima do pewnej kawiarenki by kontynuować dyskusję, do której przyłączył się X. X sączył herbatę przez dzióbek od czajniczka pytając czy znamy się na obliczeniach symbolicznych i numerycznych. Ja i Hieronim poczuliśmy się bezsilni, w trakcie tej bezsilności zaczął padać śnieg i nagle zrobiło się bajkowo. Coraz bardziej czułam się dzieckiem (pippi?) , że wracając do domu kupiłam sobie szmaciana lalkę ze śmiesznymi warkoczykami. Kto wymyśli dla niej imię?
Pracownia Otwarta (17.03.2006) poetycki występ Adama Wiedemanna. Zaserwował ?Bajki zwierzęce? i ?Ciastka z kremem?. Bajki były przepysznie zabawne, a ciastka przesłodkie. Do tego mocna grupa pod wezwaniem ?Bankomat? czyli Tobiasz, Czucznik i jeszcze jeden wyświetlali odjazdowe zdjęcia. Wokół Adama krążyły niezłe ciacha, ale Adam był zajęty rozmową z Pauliną Lignar. X w pewnym momencie postanowił mnie wtajemniczyć, ?wtajemniczam cię tylko dlatego, że jestem pijany?. Wtajemniczenie polegało na zdradzeniu wielkich emocji jakie odczuł podczas słuchania wierszy Adama. Podobno przeżył katharsis. Adam może imponować swoją ironią i żartem. Skąd on to bierze? We mnie jest tylko smutek i jeszcze raz smutek. Nie umiem żartować w wierszach. Być może biorę pisanie zbyt poważnie, zbyt na serio.
A tak na serio mam już dość imprez. Wszelka sztuka przez duże jak i przez małe S wychodzi
mi bokiem.
Miałam sen: jestem na wernisażu Stasia Koby. Obrazy są figuratywne, przedstawiają jakieś postacie w bieli. Mnóstwo bieli. Ja podchodzę i przemalowuje obrazy na czarno. Koba podchodzi do mnie i mówi, że będę musiała zapłacić za te obrazy. Więc czym prędzej śpieszę kupić białą farbę z myślą przemalowania ich znów na biały kolor.
Nagrywam z Kaczką ?Wojtka? (19.03.2006). Odlotowy song, w którym śpiewam dwa zdania. Niezła zabawa.
Spotykam Izę ?Degardo? (20.03.2006) . Wybieramy zdjęcia na imprezę do wrocławskiej Rury, która odbędzie się 25. kwietnia o godz. 20:30 (JazzClub Rura/Wrocław). Zapraszam chętnych do posłuchania wierszy metafizyczno ? buntowniczych w moim wykonaniu przy ostrych dźwiękach gitary elektrycznej Pawła Bednarskiego.
Submitted by admin on 4. March 2006 - 13:58.
- Login to post comments
Luty 2006
Różnorodność imprez w Krakowie jest zaskakująca i nie do przewidzenia.
We wtorek (21.02.06) w Bunkrze Sztuki Kox pokazuje swojego fiuta, do którego sznureczkiem przywiązuje balonik unii europejskiej nazywając to filmem krótkometrażowym i kinem niezależnym. W czwartek (23.02.06) jestem na spotkaniu z księciem Poniatowskim, którego monarchiści mają wyraźną ochotę koronować. Jak więc ma się fiut do korony? Jak ma się książę do Koxa?
Wiedemann, Melanowski, Sonnenberg zawiśli w Lokatorze. (9.02.06). Brzmi groźnie, ale artystyczne przedsięwzięcia mają to do siebie, że noszą posmak dreszczowca jednym słowem filmu zaczynającego się od trzęsienia ziemi.( Mam na myśli dobrą sztukę). Zawiśliśmy za sprawą Pauliny Lignar, która dobrała się do twarzy artystów ekspresyjnie i z polotem odtwarzając ich faciaty. Jej pracownia jest na końcu uliczki z bramą na złotą kłódkę.
W pracowni unosi się zapach terpentyny, farb i chłodu. W jej pewnej i nonszalanckiej kresce wyłoniły się z mrocznego tła Twarze. Co można z nich odczytać? Czy są przedłużeniem osobowości? Twarze czy maski?
We wtorek (28.02.06) wieczór poświęcony pamięci Josifa Brodskiego. Brodski jest niejako kluczem do mojego bycia poetką. To on sprawił, że uwierzyłam w siłę i znaczenie poezji. To on w pewnym momencie był dla mnie nauczycielem. Na krótko, bo szkolne relacje zawsze mnie drażniły. Podobnie jak Brodskiego, który w wieku piętnastu lat wstał z ławki i wyszedł ze szkoły. W ten sposób skończył swoją szkolną edukację. Jest też Brodski, którego chciałam poznać i Brodski, z którym chciałam porozmawiać. A zawsze odnosiłam wrażenie, że bylibyśmy dla siebie jak dobrzy kumple. W noc, w którą zmarł Brodski wracałam z konkursu poetyckiego, na którym zdobyłam nagrodę: publikację książkową "Krainy Tysiąca Notesów". W tę noc w odległych Sudetach śnieg sypał wielkimi płatami. W tę noc zdałam sobie sprawę, że Brodskiego i mnie łączy jakaś niewytłumaczalna tajemnica.
Książka Brodskiego wydana w "Znaku" ma tytuł od incipitu wiersza, który szczególnie ukochałam "Tym tylko byłem". Tym tylko byłam, co dawała mi jego poezja. Wobec Brodskiego mam dług jaki zaciąga uczeń od nauczyciela. Dług, o którym pisze Eliot w jednym ze swoich esejów. Ale obecność Brodskiego wciąż jest wyczuwalna. Będąc w Belgradzie na Spotkaniach Poetów we wrześniu 2004 spotkałam Saszę Petrowa, który był znajomym Brodskiego. Spędziliśmy szalony wieczór w belgradzkim Montmartrze, podczas którego Sasza opowiadał mi o Brodskim, o jego miłościach i rozstaniach, o jego słabościach i wielkości. Wieczór zakończył się szalonymi tańcami do białego rana. Sasza odwiedził mnie w Polsce w kwietniu 2005 gdy przyjechał do Krakowa, a ja napisałam wiersz:
"Dzień kwitnących magnolii"
Odwiedził mnie przyjaciel Brodskiego
Nie umiałam mu powiedzieć czym jest moja miłość do poezji Josifa
Nie umiałam zwierzyć się z chwili gdy stanęłam twarzą w twarz
Z jego fotografią na wystawie księgarni tuż przed moim wypadkiem
Nie umiałam mu wyznać że jego poezja była progiem do innego życia
Zadałam tylko jedno pytanie:
Czy tyle jest rzeczy niewysławialnych ile płatków w kwitnącej magnolii?
Odpowiedział: jesteś jak zraniony ptak pod twoimi kolanami są obłoki
Jesteś jak księżniczka zabłąkana w obcym i wrogim stuleciu
Twoja suknia jest jak tajemnica zwabia dzikie zwierzęta
Jesteś jak droga mleczna pod twoimi powiekami jest wszechświat
Przyjaciel Brodskiego chciał być uprzejmy
Pozostawił mi swoje drzewo które jest wojownikiem
To drzewo codziennie ogląda ze swojego okna w Pitsburgu
A drzewo zostawia swoją broń i staje się mnichem
Spotkałam przyjaciela Brodskiego zapytał: powiedz coś o sobie
Tym tylko byłam co dawała mi jego poezja
Tym tylko jestem czym chcą żebym była moje wiersze
Panie Brodski trzeba nam zapomnieć przeboleć znów uwierzyć
Trzeba nam nie powracać do dawnego
Ale jak? KAK?
Jak w każdym oddechu tamten śnieg
Jak każdy oddech pachnie tamtymi słowami
Porażka niczego nie rozwiązuje
Przegrani nie odnajdują swojego miejsca
Zwycięzcy nie wiedzą że są zwycięzcami
Dość było kłamstw smutku i łez
Ale jak ? KAK?
Jeśli są dni tak podobne do dawnych
Jeśli chmury wciąż są naszymi braćmi
Chciał ze mną rozmawiać jak drzewo z oceanem
Ocean ? to Ty szepnął czekając chwili gdy fala pochłonie jego korzenie
Kraków, 18.04.2005
Na wieczór poświęcony Brodskiego przyszły tłumy. To optymistyczne, że jednak poezja jest wstanie przyciągnąć takie rzesze ludzi. I młodego, i średniego i starszego pokolenia. Na wieczorze przyjaciele Brodskiego wspominali go. Dowiaduje się, że nie lubił schematów i powtarzania szablonów. Był jakby nieustannie na rauszu intelektualnym. Zagajewski dostał od Brodskiego marynarkę z kaszmiru, którą nosi po dziś dzień i w której przyszedł na wieczór. Ktoś inny nazywa go ?metafizycznym chuliganem?.
Na koniec fragmenty filmów, na których Brodski recytuje w charakterystyczny dla siebie sposób swoje wiersze. Wrażenie kolosalne!
Na wieczorze spotykam Hieronima Szczura z pomarańczowej bluzie i włosach a la Liszt.
Porywam go na kolację, gdzie pochłaniamy łososia z kawiorem (czerwonym) i przeżywamy wspólnie osobowość Brodskiego. Chciałabym bez końca o nim mówić.
Z Izą (Degardo) doszłyśmy do oszałamiającego wniosku i bynajmniej nie potrzebowałyśmy ani jednej przesłanki. Otóż utraciłyśmy Pippi , którą miałyśmy w sobie w dzieciństwie. Te wszystkie zabawy w piratów, indian, księżniczki, królowe itd. Te spontaniczne i nie przedumane zachowania, które w trakcie stawania się dorosłymi gdzieś nam umknęły. Owa Pippi Langstrumpf stała się dla nas symbolem naszego tworzenia, naszej inspiracji, naszej twórczości, naszej sztuki. Prawdziwi artyści mają w sobie Pippi.
W ten mroźny zimowy wieczór postanowiłyśmy znów wskrzesić w sobie Pippi.
Od dzisiaj jesteśmy niegrzecznymi dziewczynkami!
Na ile nam się to uda?
Nie zapominajmy, że w latach 90-tych byłam niegrzecznym chłopcem.
Spotykam Adama Wiedemanna w Lokatorze (25.02.06), który skarży się prawie ze łzami w oczach, że przez całą noc śniła mu się moja ?Bajka dla zakochanych?.
Znajomość z X. To ktoś kto zna się na rachunkach numerycznych, i smaruje oczy kremem rozświetlającym. Troszeczkę utożsamia się z Tumorem Mózgowiczem i sugeruje że jest gejem. No tak ja przyjaźnię się tylko z gejami. Próbuje mi wytłumaczyć działanie cyklotronu. Cyklotron. Kto wie co to jest? Bo mi się wydaje, że to jakaś cybernetyczna nazwa anioła. Udaję, że go słucham, gdy w wyobraźni przesuwają się rozmaite obrazy aniołów. Przez chwilę wydaje mi się, że te moje wyobrażenia bardziej pasują do filmu since-fiction. Chce go skręcić na tańce, ale on mówi, że nie tańczy tylko skacze i że nie będzie tańczył tak jak mu zagrają. X postanowiłam zdeprawować, a mianowicie nauczyć go jedzenia piszingerów. Owe piszingery deprawują nie tylko żołądek i podniebienie, one deprawują czas i przestrzeń.
A można je nabyć w pewnym małym sklepiku na krańcu Krakowa. Są że palce lizać!
Orwat ma wystawę w BWA we Wrocławiu (3.02.06). Nie jestem na otwarciu, ale na odległość czuję, przeczuwam (kobieca intuicja) i wiem, że wystawa jest ekstra. Takie zwiedzanie na odległość jest dość ekscentrycznym zajęciem, ale i ekonomicznym. Pamiętam pewną styczniowa rozmowę z Orwatem przy dwóch kremowych, udrapowanych, rokokowych ciachach, być może, że nawet kosmicznych. Opowiadał o swoich kukłach ? ufoludkach, które są jego życiowym celem. Stworzyć setki ufoludków z lśniących materiałów i z kolorowych żaróweczek. Mówił też o performance? ach (!) nazywając je wyrafinowaną groteską.
Jeden z nich nosi tytuł: ?Żółw rozglądający się na boki". W tej scenie chodzi o poczucie czasu. Uchwycenie znaczenia i roli każdej sekundy. Ale przecież sekundy są po to, by szybciej zapominać. Sekundy są po to, by okłamywać ciało, że jest ich coraz więcej.
Właśnie był w trakcie spotkania ze mną, gdy komponował kosmiczną suitę przegryzając raz po raz rokokowo - kosmiczne ciastko.
Manggha, wykład (27.02.02) o powiązaniu Yukio Mishimy z kinem.
Mishima, który urzekł mnie kiedyś, dawno temu opisem zachodzącego słońca.
Mishima, który twierdził, że ten kto pisze, powinien pisać własnym życiem.
Wierny kodeksowi pióra i miecza. Chciał odnaleźć regułę. ? Regułę, która godzi słowo i działanie?. Dziwne, ale nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy to ważne połączenie: słowo ? działanie. Słowo, które jest motorem naszych działań. Słowo, a nie myśl?
Dla mnie motorem działania jest myśl, słowo jest czymś wtórnym. Artykulacją naszej woli.
Dla Mishimy są to słowa.
I to pewnie jest tą naszą kulturową różnicą wschód ? zachód.
Projekcja filmu w reżyserii Mishimy ?Patriotyzm? z roku 60, adaptacja opowiadania pod tym samym tytułem. Film unikatowy! Uważany za zaginiony w pewnym momencie się odnalazł.
Niemy, czarno-biały obraz przywołuje analogie do ?Psa Andaluzyjskiego?.
Film może budzić kontrowersje. Zwłaszcza przedostatnia scena, w której bohater robi harakiri. Nie wiem dlaczego, ale w każdym lub prawie każdym japońskim filmie ktoś kroi sobie brzuch. Skąd Japończycy biorą to zamiłowanie do krojenia sobie brzuchów? !
To jest jeden z elementów ich stosunku do życia. Tej tajemniczej relacji, którą Europejczyk nigdy nie będzie wstanie pojąć.
Nie pojęłam, wyszłam i poszłam na ciastko z kremem.
Spotkanie z Olą.
- Jadłaś dzisiaj obiad? ? pytam
- Ach! Zadajesz byt osobiste pytania!
Ostatni dzień lutego ? śledzik u Pauliny Lignar. Bawię się z rocznikami 80-tymi. Zabawne.
posted by Ewa Sonnenberg @ 12:35 PM
Submitted by admin on 28. February 2006 - 12:25.
- Login to post comments