Languages

hasła na stronie

Czy istnieje kantor wymiany dusz?

Stan podgorączkowy

Powracam do dawnego miasta mojej młodości
Tam gdzie spotkałam pierwszą miłość
Tam gdzie całowaliśmy się w deszczu smakując swoje wilgotne ciała

Miasto gdzie stałam się poetką by pisanie przeobrazić w namiętną pasję
Nie przebierając w emocjach i środkach wyrazu
Tam był i ból i lęk i olśnienie które zrasta się ze świtem
Tam gdzie pozostało tak wiele nie zapisanych wierszy
Tam gdzie kochałam po raz drugi ta jedna jedyna jesień do której dorosłam
By być przy tobie frywolną i kokieteryjną kurtyzaną tańczyć w świetle księżyca
Moje piersi śpiewały hymn miłości a nasze ciała były nieustającym pragnieniem

Miasto gdzie zdradziłam mężczyznę dla kobiety
Tej chudej urzędniczki muzycznych uniesień
Tej która lubiła szybkie kobiety i piękne samochody
I ja byłam szybka ten jeden skok przez który utraciłam kawałek swojego świata
Tam gdzie nigdy nie kwitły drzewa a kwiaty były jak martwe uśmiechy
Tam gdzie pocałunek był pocałunkiem zdrajcy

Miasto gdzie czułe słowa były jak rozbite szkło po którym trzeba przejść
Tam gdzie rany były bardziej realne od słów
Tam gdzie zadawano ból z którego trudno się wylizać
Tam gdzie krzywda przygotowywała się do ofensywy
Tam gdzie czekało mnie wygnanie

Miasto gdzie grałam w szachy z pechem i przegrałam partyjkę brydża z losem
Tam gdzie zrozumiałam że dobro bywa bezsilne
Tam gdzie odczułam jak bardzo można być niepotrzebnym
Tam gdzie miejsca i daty służyły po to by szczuć
Tam gdzie obcość wynurzała się z każdej szczeliny

Miasto gdzie byłam pijana i nieobliczalna
Tam gdzie nocami włóczyliśmy się wzdłuż rzeki by nakarmić wygłodniałe łabędzie
Tam gdzie pod starym platanem piliśmy szampana z gwinta
Tam gdzie po pijanemu pisałam na murze swój wiersz
Tam gdzie był las kwitnących jaśminów

Miasto gdzie na murze był napis: „twój ból umiera” podpisane krzyk
Tam gdzie nieustannie słyszałam w sobie krzyk choć milczałam
Tam gdzie nie było miejsca które byłoby schronieniem
Tam gdzie krzyknęłam by obudzić gniew nieba
Tam gdzie przyjaciele okazywali się wrogami
Tam gdzie wrogość wykrzywiała każde z dnia na dzień

Miasto w którym głodowałam by z ascezy uczynić sztukę i żyć tylko dla sztuki
Tam gdzie moje ciało unosiło się w górę rozmawiając z obłokami
Tam gdzie zaznałam pokory współodczuwając z tym co odrzucone
Tam gdzie zakwitły paprocie spełniając najdziwaczniejsze życzenia

Miasto gdzie nie nauczyłam się poprawności ani dobrych manier
Stawiając swój buntowniczy świat jak domek z kart
Tam gdzie zobaczyłam wolność: dwie biegnące cyganki
Tam gdzie zobaczyłam ostrze noża wbite w pień drzewa
Jakby ktoś chciał powiedzieć że cierpi razem ze mną

Miasto w którym żebracy mówili wyuczone kwestie i znikali za rogiem
Tam gdzie jeden z nich powiedział: „Tylko czas umie takie rany wyleczyć”
Tam gdzie

Miasto w którym byłam zdradzona
Siłą wyjęta z własnego życiorysu jak zasuszony kwiat z książki
Tam gdzie nikt nie chciał powiedzieć prawdy tchórzostwo maskując śmiechem
Tam gdzie zgwałcono moją wrażliwość nazywając to ładnie filozofią

Miasto w którym nie byłam
Tam gdzie obojętność była przy boku każdego
Tam gdzie chciwość w złotych butach wychodziła na polowanie
Tam gdzie zawiść kąsała jak wściekły pies

Miasto w którym mieszkałam tylko na planie
Bo tak naprawdę przynależałam do innego lądu
Tam gdzie Most Niebios prowadzi od Ciebie do mnie

Miasto w którym zdradziłam kobietę dla mężczyzny dla tej jednej jedynej wiosny
Wciąż wychodzi mi naprzeciw w renesansowej alei cyprysów
Ileż bym dała za jeden twój uśmiech ten powrót do dzieciństwa
I znów kwitła jabłoń w ogrodzie dziadków pod którą chowałam skarby
Jakbyś umiał cofnąć lub zatrzymać czas
I znów ożyło to dziwne uczucie jakbym należała tylko do ciebie
I znów powiew wiatru pieścił moje skronie
I znów naiwnie dziecinna zbierałam fiołki

Miasto w którym był najpiękniejszy ogród botaniczny
Tam gdzie karmiłam ryby w stawie porośniętym rzęsą wodną
Tam gdzie byłam głodna a obca kobieta nakarmiła mnie ciastkami
Tam gdzie myślałam tylko o tobie a wokół kwitły białe magnolie
Tam gdzie w sklepiku z chińszczyzną kupiłam jedwabną sukienkę w błękitne żurawie

Miasto nad którym ciąży ogrom tragedii
Tam gdzie nie ma i nie może być przebaczenia
Tam gdzie polowano na mnie każdym słowem i gestem
Tam gdzie zagniewane słońce nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa

Miasto w którym uwiodła mnie pewna zima
Tam gdzie każdy płatek śniegu miał znaczenie
Tam gdzie żałowałam tych które spadały na ziemię

Miasto przez które przekroczyłam granice wiedzy i poznania
Tam gdzie na przystanku autobusowym zobaczyłam św. Augustyna
Tam gdzie pojawił się tygrys który otarł się o mnie i poszedł dalej

Miasto w którym płonęły teatry niczym przestroga dla tych co zakładają maski
Tam gdzie istnieje się tylko po to by zagrać kolejną rolę
Tam gdzie suflerzy są zawsze pijani
Tam gdzie kurtyna już dawno została zerwana
Tam gdzie oklaskami są przewrotność i intryga

Miasto w którym bywałam ekscentryczna i szalona
Tam gdzie z akwarium w rękach w którym pływała złota rybka
przechodziłam przez ruchliwą ulicę
Tam gdzie przebrana za klauna jeździłam ruchomymi schodami w hipermarkecie
Tam gdzie spacerowałam w tureckim stroju połyskując złotymi cekinami
Tam gdzie apeiron z fioletowymi włosami koronował mnie na królową
Tam gdzie

Jestem winna temu miastu wiersz
Więc spłacam ten metafizyczny dług

Wrocław, 30. 03.2006