Prawdziwi poeci rodzą się raz na wiele lat - z Ewą Sonnenberg rozmawia Agnieszka Wolny – Hamkało
Czy kiedykolwiek czułaś się dyskryminowana lub faworyzowana ze względu na swoją płeć?
Faworyzowanie czy dyskryminowanie należy do okoliczności zwanej rzeczywistością, z którą zawsze byłam na bakier. Są to realia, które w jakiś sposób mnie dotykają, ale nie mają wielkiego wpływu na to, co robię. A dyskryminowanym można być nie tylko z powodu bycia kobietą, powodów może być mnóstwo. To zależy od kaprysu i humoru jakiejś grupy ludzi. Kaprysów raczej nie bierze się na serio. Może lepiej byłoby zapytać jak ja odbieram siebie jako kobietę. A bywało z tym bardzo różnie. Miewałam okresy gdy buntowałam się wobec swojej kobiecości. Bywały to okresy gdy byłam chłopczycą. Ubierałam się w garnitury, zakładałam krawaty, apaszki, spinki, męskie buty i w ogóle. Kobiecość odkryłam w sobie po trzydziestce. To było jakiegoś pięknego dnia w Paryżu. Odkryłam ją i zachwyciła mnie. Stwierdziłam, że bycie kobietą to wspaniała przygoda i niepowtarzalny sposób na przeżywanie świata, na styl bycia i na budowanie swojego wizerunku. Zauważmy, że właściwie każda kobieta ma swój własny świat, niekiedy tajemniczy, zagadkowy, nieobliczalny, szalony, ekscentryczny. Mężczyźni są jakby pozbawiani własnego świata lub jest on o wiele uboższy od świata kobiety.
Czy czułaś, że musisz coś udowodnić, że musisz się napracować bardziej niż mężczyzna, żeby traktowano cię poważnie?
Nigdy niczego nie chciałam udowodnić może poza tym, że wrażliwość i delikatność ma jakiś sens w dzisiejszym zagmatwanym i brutalnym świecie. Może udowodnić, że poezja jest potrzebna, że wciąż jest ważna. I choćby to, co piszemy miał przeczytać tylko jeden człowiek warto pisać. Praca zawsze mnie pochłaniała. Uwielbiam pracować. Zresztą geniusz to ponoć 10 % talentu i 90 % pracy! Może ta skłonność do pracy upodabnia mnie w jakimś sensie do mężczyzny. Bo zawsze to, co robię stawiałam na pierwszym miejscu. Ale prawdą jest że kobieta i mężczyzna mają nierówne szanse. Mężczyzn ocenia się przez pryzmat tego, co robią, kobiety zaś …(śmiech), no dobrze powiem: jak wyglądają. Najbardziej złości mnie gdy po wieczorze poetyckim ktoś podchodzi i mówi ładnie wyglądasz i ani słowa o poezji! Co do swojego wyglądu miałabym wątpliwości, co do moich wierszy śmiem twierdzić, że to najpiękniejsze modelki na wybiegu. Co do traktowania na poważnie to chyba lepiej niekiedy być traktowanym niepoważnie. W tym „niepoważnie” zawiera się bajeczny obszar na robienie słodkich błędów, głupstw i szaleństw. Nie zależy mi na tym by być traktowaną poważnie. A poza tym jakiż to obowiązek być tak traktowanym. A moje wiersze żyją sobie własnym życiem czy poważnym czy nie to już nie mi o tym mówić.
Jak się czujesz jako kobieta, poetka, w zdominowanym przez mężczyzn środowisku?
No, cóż jak ryba w wodzie! Towarzystwo mężczyzn bywa takie ekscytujące! Nie zapominajmy, że bywałam chłopczycą a chłopczyce uwielbiają grać w piłkę z chłopakami.
Jako kobieta czuje się właściwym człowiekiem, na właściwym miejscu, robiąca właściwe rzeczy.
Czy gdybyś przyjmowała pseudonim, np. żeby zająć się krytyką – przyjęłabyś pseudonim męski czy żeński?
W pewnym okresie swojego życia przyjęłam pseudonim Sonia Berg. Dziewczyny o ekscentrycznych upodobaniach, rozkochanej w sztuce, miłośniczce kempu, kolekcjonerce parasoli, krokodyli i rękawiczek. Jeśli miałabym parać się krytyką, przyjęłabym pseudo starożytnego krytyka Zoila. „Zoil” już kiedyś tak się podpisywałam. A w krytykach równie jak on byłabym okrutna. Chyba dobrze, że nie jestem krytykiem. (śmiech) Bo nie znoszę w wierszach powierzchowności, stylistyki fast foodowej, pustosłowia, braku wrażliwości a tego niestety coraz więcej w poezji.
Czy twoja „kariera” literacka potoczyłaby się inaczej, gdybyś była mężczyzną?
Kariera poetycka chadza sobie znanymi drogami. Drogami trudnymi do zrozumienia i uchwycenia. Drogami, które w pewnym momencie mijają się z samym pisaniem. Bo pisanie, tworzenie rozgrywa się gdzieś na uboczu, na peryferiach, a nie w światłach reflektorów. Prawdziwe pisanie potrzebuje bardzo dużo wolnej przestrzeni, wolnej i niezależnej.
Czy bycie kobietą utrudnia tzw karierę? Pisanie, tworzenie jest bardzo trudną drogą.
Ktoś, kto decyduje się na bycie artystą musi zdawać sobie z tego sprawę. Raz jest to ogromne wyrzeczenie, dwa jest to odpowiedzialność za słowa, za teksty, trzy jest to ogromna, tytaniczna wręcz praca. Całe życie właściwie należy podporządkować sztuce, a to wymaga nie tylko talentu, ale i mocnego charakteru. No i jeszcze ta cholerna wrażliwość, którą oswajamy przez całe życie. To daje zawrotną mieszankę, z którą nie każdy sobie radzi. Gdybym była mężczyzną chyba bym nie pisała. Zostałabym lotnikiem, marynarzem albo kaskaderem. Miałabym żonę i mnóstwo dzieciaków (śmiech).
Co się stało z pojęciem „poezja kobieca”? Co ono według ciebie oznacza? Jak się powszechnie kojarzy?
„Poezja kobieca” jako coś gorszego i odrębnego? To obrzydliwe i niesprawiedliwe określenie. Poezja jest poezją i albo jest dobra albo zła. Taki podział jest sztucznym wytworem schematów kulturowych, które wciąż pokutują w sposobie myślenia. Kiedyś nazwano mnie „najbardziej męską spośród poetek” zabawne określenie. Być może pasuje do moich ostrych i buntowniczych wierszy.
Słyszałam kiedyś takie opinie „ona świetnie pisze, bo pisze jak facet”. Proszę o komentarz.
Ha, bo ja niekiedy rzeczywiście piszę jak facet. Jak twardziel, który śmieje się przez łzy. Jak boski skurwiel, który zdobywa się na gest prawdy. Jak nonszalancki dandys, który ze słów buduje swój samotny zamek. A tak na serio zawsze chodziło mi o to by dystansować się do płciowości, by być jakby ponad nią. Dlaczego płciowość ma nas determinować. Poza tym każdy ma w sobie coś z kobiety i coś z mężczyzny. W zależności od okoliczności ujawniają się w nas te płciowe predyspozycje. Bliski jest mi androginizm. Jakaś jedność między tym co męskie i żeńskie. Pełnia.
Czy zamążpójście, założenie rodziny może wpłynąć jakoś na twórczość poetki?
Wierzę w takie związki, które uskrzydlają. Wierzę, że bycie we dwoje może być inspirujące.
Wierzę w spotkanie kogoś, kto potrafi całkowicie zmienić życie. Odkryć przed nami nowe obszary wrażliwości i nową perspektywę uczucia. A czy można mieć natchnienie między omletem a kotletem schabowym, między patelnią a rondlem kiedyś miałabym wątpliwości teraz wiem, że wiersze przychodzą same bez względu na okoliczności. Siła napisania wiersza bywa większa od codziennych obowiązków. I nawet te patelnie, garnki, rondle nie są wstanie powstrzymać wewnętrznego przymusu pisania. Ważne jest własne miejsce w świecie. Miejsce gdzie znajduje się biurko i okno z widokiem na łąkę. Moje biurko jest miejscem prawie świętym. Gdziekolwiek nie byłam i nie jestem zaczynam urządzanie mieszkania od biurka. Biurka, na którym mieści się cały mój świat. Pokaż mi swoje biurko, a powiem ci kim jesteś.
Skomentuj proszę stereotyp, że trzeba być samotnym i nieszczęśliwym, żeby pisać dobre wiersze.
Czy stereotyp że trzeba być samotnym i nieszczęśliwym jest rzeczywiście stereotypem? A może jakąś egzystencjalna prawdą. Czy nawet tradycją, która zakorzeniona jest w polskim romantyzmie. Ale czy cierpieć za miliony ma w dzisiejszych czasach jakiś sens?
Owszem samotność, ale ta samotność, która z dnia na dzień jest piękniejsza i bogatsza. Samotność ćwiczy wrażliwość i uważność, cechy, które są niezbędne w pisaniu. Ale samotność trzeba umieć przeżywać. Wychowywać ją i nauczyć spokoju, mądrości i cierpliwości. Samotność jest nieodzowna. To jedyna towarzyszka tworzenia. Samotność w pojedynkę, samotność tłumie. Lubię swoją samotność, pielęgnuję ją i cenię jej warunki, które mi dyktuje, bo samotność jest wymagająca , niekiedy nawet bezwzględna. Tworzenie to budowanie wokół siebie samotni. Do tej samotni mają wstęp jedynie słowa lub gesty natury.
Do tej samotni codziennie przychodzimy by odkrywać na nowo siebie i świat. Samotność jest dla mnie obecnością kogoś Niepojętego i Wielkiego. Tylko w samotności możemy wsłuchać się w samych siebie. Tylko w samotności możemy rozmawiać z wszechświatem.
Czy umiałabyś rozpoznać po wierszu, czy pisał go mężczyzna czy kobieta?
Z moich wierszy raczej trudno rozpoznać bo piszę zarówno w rodzaju męskim jak i żeńskim. Po prostu płeć traktuję jako środek stylistyczny. Są tematy mocne, trudne, które lepiej brzmią w rodzaju męskim. Tak jak są tematy, które piękniej i liryczniej brzmią w rodzaju żeńskim.
Bliska jest mi formuła Artura Rimbaud „Ja to ktoś inny”, Ja w wierszu może być każdym kobietą, mężczyzną, starcem, dzieckiem, szaleńcem, żebrakiem, mędrcem. Podoba mi się też podejście Eliota, który pisanie traktował jak aktorstwo. Pisząc gram różne role i role te nie determinuje to, że jestem kobietą. Lubię być w wierszach czułem kochankiem, romantycznym szaleńcem, nieobliczalnym szarlatanem, zabawnym klaunem by przeobrazić się w chłodnego mędrca.
Jak sądzisz, dlaczego „znanych/uznanych” poetów młodszego pokolenia jest w Polsce ponad pół setki, a kobiet zaledwie kilka? Czy wynika to z siły przebicia/ambicji/medialności mężczyzn, czy może mężczyźni częściej zostają obdarzani talentem pisarskim. Może bardziej chcą pisać lub publikować?
Chyba nie liczy się ilość, ale jakość. Ilość zawsze mnie przerażała. Ilość zapisanych słów. Gigantyczna ilość tomików, które przychodzą do redakcji „Studium”. Zawsze z żalem patrzę wtedy na lasy. A talent poetycki to coś zupełnie wyjątkowego. Prawdziwi poeci rodzą się raz na wiele lat.
admin, 7. lipiec 2008 - 1:15
- Zaloguj się by odpowiadać