Languages

hasła na stronie

Wsunęła się do mojego bosonogiego świata jak zakładka do książki.

Instruktarz:
Weź pod uwagę to ze pod każdym słowem ukrywa się inne słowo
każdy obraz jest drzwiami do których tylko ty masz klucz
może pod każdym imieniem jest jedna i ta sama osoba
jedna i ta sama ale która forma istnienia?

NO FACE

Kliknij aby powiększyć:
photos 633.JPG

NO NAME

 NO NAME

 

nie mam własnego Imienia nie mam domu

posiadam tysiące imion i tysiące adresów

czas dla mnie nie istnieje

jestem Godziną

wszystkie strony świata są we mnie jednym punktem 

nic mnie nie dotyczy nikt mnie nie zna

na nikogo nie czekam i nikt na mnie nie czeka

tym kim jestem nie przychodzi i nie odchodzi

wszystko co ludzkie jest mi obce

nie ma takiego języka w którym mógłbym wypowiedzieć siebie

odchodzę nie po to by powrócić ale nadejść

płoną za mną mosty zamieniam się w „tu”

może w tym ogniu ktoś zrozumie 

 

 

 

 

 

 

 


DO – LISTÓW DO – SMOKA DO – KSIĄŻKI

Kliknij aby powiększyć:
744575038_35d8bba532.jpg

DO – LISTÓW DO – SMOKA DO – KSIĄŻKI 

 

Książkę zaczęłam pisać na przełomie stycznia i lutego 2007 na krańcach Krakowa, wokół była zima, nie wiem ile minus stopni, ma to jakieś znaczenie?  W tych minusowych temperaturach czerwone słońce Japonii i metaliczny błysk księżyca, unaocznił mi bliskość Basho. Lustro mi oznajmiło: NA KOGO PATRZYSZ JEŚLI NIE CHCESZ POŻYCZYĆ MI SWOJEJ TWARZY?

Długo pracowałam, szukałam chwytu, szukałam najmądrzejszej staruchy w sobie, najbardziej przekonywującego królewskiego gestu, najbardziej irracjonalnej i racjonalnej drogi, jak określenie znalezione w kosmosie literackim Akutagawy Ryūnosuke: „Droga Królów” . Konfucjańska doktryna drogi królów-mędrów, drogi Do mistrza, do mistrza? Basho to poeta, który wie czym jest tajemnica księżyca. Niczym Ego Cienia, oś koła, ale od innego pojazdu niż ten, w którym podróżuję. Mów sam do siebie: równoczesne widzenie Ziemi z perspektywy księżyca i księżyca z perspektywy Ziemi: szukałam, drogi ? raczej twarzy i takich śladów, do których pasowałaby moja stopa. Znalazłam swój notes sprzed dziesięciu lat: jest na nim statek i niezidentyfikowana para osób: chłopiec i dziewczynka. Wtedy myślałam, że płyną do lądu, teraz wiem, że oni od tego lądu odpływają….Dokąd?

Szukałam go, udawał że mnie nie zna, udawał, że zmarł, udawał, że jest w niebie. Srebrne włosy mojej babci o błękitnych oczach, dla  której napisałam swój pierwszy wiersz. Uczyła mnie odnajdywać fiołki w miejscach gdzie nie ma nadziei, „one tylko nazywają się kwiatami, ale są kimś zupełnie innym”. Potem fiołki zaczęły kwitnąć za metalową kratą. Epatowanie rozpaczy? W moim śnie pojawiła się babcia i powiedziała: umrzeć to tak jak wyjść z domu na ulicę. Nadaremnie szukałam mojego Basho? Zegar stał się gentelmanem, który próbował uczyć mnie sztuki kochania i sztuki umierania. Jedno i drugie jest kwintesencja piękna…Stawałam się coraz bardziej japońska. Moją duszę chwyciłam jak motyla – usiadł na filiżance z herbatą i pewien aktor zrobił fikołka na scenie. W międzyczasie tragedia grecka przeniosła się na łamy mojego życia. Ktoś we mnie mówił: Godność to umiejętne i eleganckie dźwiganie błędów motłochu. Gdy ktoś cię krzywdzi udawaj, że śpieszysz się na bal do cesarza wszystkich chmur burzowych. Zbiorowe jednostkowe kto kim? Mistrz milczał, sama zobacz, sama, nikogo tylko kara, sama wybierz sama, nie chcę mieć nic wspólnego z tym stuleciem, nawet żaby inaczej wskakują do wody, nawet żaby, zostały opętane przez ludzi. Udawał, że nie rozumie nowoczesności – „zwierzenia maski” wcielał się w Mishimę, wcielił się w biały krokus rozcięty fioletową skazą, wcielił się w ogrodnika z uśmiechem zza szyby, czy stał się moimi snami? Nie tylko nie twoje sny, ty tak nudno śnisz….     Powiedział mi i splunął w moją stronę….potem jako kucharz podał mi mięso w kształcie motyla, proszę jedz, proszę zjedz mnie, jeśli piszesz o mnie, jeśli zamieniasz moje ciało w słowo, zjedz twój mit, no żryj, mam cię nakarmić? zjedz twój nawyk miłości, twoje misterium, twoja świętość, zjedz to i wydal, zjedz to i straw, przemiel na wiele sposobów, a potem narysował krwią drzewo, a potem zamienił je w złoto, złote drzewo, na którym rosną złote jabłka. Jak złoty pył na moich dłoniach: jakby były okładką jakiejś książki. Basho był moją babką w fioletowej sukni w trumnie, „moja wnuczka ma iść tuż za moją trumną i wielką fioletową wstążką we włosach ma zawstydzić królów tego świata”, Basho był rozkładającymi się rękami mojego dziadka, ręce jak szpony zmarłego ptaka przed wieloma światami, kiedyś tymi rękami podawał mi białe muszelki, które zbierał nad brzegiem morza, Basho i moje Bałkańskie podróże, tam też był, na fotelu rozsypany w kartkach, rozsypany w literach na klawiaturze komputera gdy pisał(a)m

List do….List do….

W ten sposób powoli, jakbym pojęła cierpliwość wszechświata, kończyłam pisanie listu za listem, od ciebie do mnie, i ode mnie do ciebie. Listy do i od, czyli Rok smoka w pociągu Galileo Galilei relacji Budapeszt – Kraków 28 maja 2008. Zmęczona i szczęśliwa, że wracam, pościel pachniała domem, którego nie mam, pościel obiecywała, że nie będę klęczeć jak Galileusz…że wciąż się uczę: PISZ OBSZERNIEJ, WYJDŹ POZA KRAJOBRAZ, POZA ZASIĘG TEJ KARTKI, POZA SPOSOBY PRZEKAZU TEJ STRONY ŚWIATA, PRZERZUCAJ MYŚLENIE Z KSIĄŻKI NA KSIĄŻKĘ, ZAMIENIAJ OBRAZY NA WESTCHNIENIA WACHLARZA (w czyich rękach?), NIECH KAŻDE ZDANIE BĘDZIE POCZĄTKIEM KOLEJNEJ KSIĄŻKI, KOLEJNEGO ….w 2009 roku rok smoka zamienił się w Rok Ognistego Smoka, by przejść od jednej Ewy do kolejnej Ewy, od Ewy Joanny do Giordano Bruno, od kaprysów damy do nonszalancji bandyty: śmierć to nie coś co ci proponują, ale coś co ty proponujesz wrogom, nie ma selekcji dobry – zły, jest jedno Ocalenie, i jedno Okrucieństwo.

ALE OCALENIE TO PÓJSCIE NA ŁATWIZNĘ, A OKRUCIENSTWO?  To określenie, które wymyślił człowiek. Człowiek „śmierci stworzyciel” jak pisał Yeats.  Okrucieństwem jest świadomość wołającego i nieświadomość zmowy milczenia – jak światło między słowami:

JESTEŚ MOIM KWIATEM SNU, W KTÓRYM UKRYWAM SWOJE ŚWIATY

JESTES MOJĄ NIE OPOWIEDZIANĄ HISTORIĄ ,

KTÓRĄ NIE MOŻNA ZAPISAĆ NA SPOSÓB LUDZKI

JESTEM TWOIM WOŁANIEM WIERSZA,

W KTÓRYM TYLKO JA POTRAFII SIĘ ROZPOZNAĆ

JESTEM TWOIM BŁĄDZENIEM W SZTUCZNYM ŚWIETLE CUDZYCH SPOJRZEŃ

BY WIEDZIEĆ JAK BARDZO NALEŻYSZ DO MOJEJ ŹRENICY

NIE BUDZĘ CIĘ BO LUDZKOŚĆ MUSIAŁABY PRZESTAĆ ISTNIEĆ

Piękno jest pomiędzy: od Basho, który był dla mnie poetą XVII  wieku do Basho który stał się dla mnie pojęciem uniwersalnym jak pojęcie japońskie „DO”, czyli Tao, Droga. Droga której nie ma, Droga, która jest pustką. Biorę kąpiel razem z Basho, pozwalam mu obcinać moje paznokcie. Mówię do niego: weź je nim minie ta noc staną się talizmanem. Po raz ostatni spotkałam Basho w Trieście, chciałam zatańczyć na środku ulicy, ktoś zawołał: Ewa nie! – kto? no chyba Basho…. „Mu” - kupiłam zapalniczkę w kształcie krowy…Mu – pustka jak okna domu, w którym mieszkał Joyce właściciel słów - walizek (miał swoich tragarzy?),  bo moje walizki słów są cięższe o jeden jego wiersz: „A Flower Given to My Daughter” (napisany czy zerwany w Trieście w 1913 roku), kwiat dla mojego brata, przyjaciela, nauczyciela, czy te określenia jeszcze istnieją? I choćby tym kwiatem było i jest moje ciało - bolesne, rozszarpane - przerażająca tama przed ludźmi, by nie mieli prawa do tych z nie z tego świata, ten czerwony kwiat „ogień bólu”, z którym nie mogę się rozstać bo runąłby most między tym i tamtym światem,  Basho to mój młodszy brat, przebierałam za klauna jego bycie dzieckiem, to On – Basho, uczeń i nauczyciel w jednym zdaniu? Posługujesz się słowem nie znając jego prawdziwego znaczenia. Lekcja zapisana w deszczu. Ktoś ciągnie mnie za prawe ucho, jakby chciał ciągnąć za ucho wszechświat….  Ku czemuś? Pewnie ktoś zapyta: czy ta książka jest autobiograficzna? Ktoś odpowie (ja?): wszystkie książki na Ziemi są o mnie…. Zauważyłam, czyżby Przybysz i Jego córka? Przybysz i jego syn?

Słowa zapierają dech w piersi powietrza.

Powietrze boi się słów….

I choćby ubrali moje palce w kostium pogardy i kłamstwa

I gdyby nawet kazali mi zrobić niepoliczalną ilość ciastek

I wymusiliby abym uśmiercił świat który kocham 

Wskrzesiłabym cię choćbym miała spłonąć  - moja ręka

 Basho to moi bracia (NO NAME NO FACE NO HOME NO HEART), polne kamienie, czerwone maki, błękitne chabry w polach pszenicy zamienione na czerwień krwi, płonąca aleja drzew, wulkany, które w każdej chwili mogą wybuchnąć, moi bracia, zawsze tak daleko ode mnie, zamienieni w łabędzie, w wieloskrzydłe smoki pałające pragnieniem prawdy – PUSTKA –

JAK ŁĄKA i ŁACIATA KROWA Z WYMIONAMI W KTÓRYCH GOTUJE SIĘ MLEKO,…  

gdy wiosna okaże się wiosną tzw. Primaverą, pójdę na spacer w mojej najpiękniejszej sukni z wachlarzem w ręku, usiądę okrakiem na krowie i okrążę wiele razy pałac pamięci, a potem zapukacie do mojego serca, które jest kamieniem, zaproszę wszystkich tych, którzy byli są i będą, tych których nigdy się nie traci, wypijemy razem napój nieśmiertelności i uniesiemy się do (jak brzmi klaskanie jednym sercem?)

Jeśli ktoś chciałby przeczytać tę książkę w której „ROK OGNISTEGO SMOKA” jest jednym ze słów wszechświata - informacje znajdzie na: www.akademicka.pl

  

1. 02. 2010, Ewa Sonnenberg

 

 

 

 

 

 


PRZESŁANIE Z KTÓRYM PRZYCHODZIMY NA ŚWIAT

Pobądź chwilę ze mną w imieniu kogoś kogo kocham ponad ludzką miarę

Dreszcz jakby ktoś trzymał mnie w nieustannym uścisku walki

Nie znam śmierci ani życia cień Boga na mojej twarzy jak szept:

Lękam się że miłość do człowieka przesłoni mi Ciebie

Pamiętam przysięgę groźne nieugięte oddanie się temu

W tembrze głosu można było zrywać kwiaty ognia

Obracać w popiół znikomość i małość by bliżej było do

W tych rękach uderzających rytm przysięgi wzniecano miłość

Spojrzenie Boga dzielące niebo na dwie połowy

 

Pozwolimy się okiełznać by wynaleźć nową dzikość i nieoswojenie

Nikt nie przekroczy tej granicy niebezpieczeństwa by zbliżyć się do nas

Nikt nie ogarnie nas słowami by w wypowiedzianym oddalić przeznaczenie

Co zostawiliśmy sobie z naszych obecności staje się tylko echem:

„ gdy jest ci źle zobacz swoją twarz w ostrzu noża”

Nigdy się nie poddamy nawet umierając będziemy tańczyć z ogniem

 

Zobaczyłam w nim jednego z nich to samo szaleństwo pragnienia

Nieobliczalne groźne niebezpieczne śmiercionośne przerażające

To nic że pochodził z innego narodu i nosił imię w języku który jest mi obcy

Zobaczyłam w nim tę samą przystań co w tamtych przyjaźniach do ostatniego tchu

Do ostatniego niewypowiedzianego słowa bo nie ma słów na to co odczuwamy

Bo nie ma takich słów poza uczuciem które przebyłoby tę drogę do nieba

Te brzegi o które rozbija się szaleńczy ból za nieodgadnionym „o czym marzysz?”

To pytanie przyłapało cię na gorącym uczynku że będąc mężczyzną

Marzysz i płaczesz że będąc wojownikiem Spełnionych Snów

Twoje serce podzielone jest na Niebo i Ziemię

 

 

31.12. 2009

 

 

 

 

 

 

 


"ŻART"

Kliknij aby powiększyć:
marilyn-manson-we-re-from-america-mp3.jpg

Jestem trzeba być nigdy żeby być do końca

Jestem trzema osobami które patrzą w tym samym kierunku

Trzy głowy – smoka?

Jeden ŚMIECH  Dwa MILCZENIA  Trzy ryczy z pragnienia ognia

Niezniszczalne: On jest – nie ma słów

Nie ma go – są słowa – „Ambasador Świata zaprasza”

 

„ŻART” ktoś pisze pod stopami ostatniej wartości na Ziemi

„żart” podpisane pod historią śmierci i aktem zgonu

„żart” wypisane na granicach wieczności

 

JEDNA KROPLA DESZCZU MOŻE UGASIĆ PRAGNIENIE OGNIA 

JEDNA ŁZA MOŻE ZABIĆ Z PRAGNIENIA CAŁY ŚWIAT

 

Czy coś jeszcze ?  

W tym miejscu trzeba być zawsze by nigdy nikomu nie uwierzyć

Opowiadając kolejny żart nigdy nikogo nie poprowadzić do celu

 

Zdrajca mówi: „rysuję karykatury świata i robię dobre wrażenie”

W tym mieście trzeba tylko sprawiać dobre wrażenie

Bo inaczej się podpadnie – kradnę swój własny los - uciekam?    

 

„Spróbuj zamknąć niektóre rany”, „jesteś ścigana”–  

sztuczna inteligencja przeciska się w cielesnych mechanizmach myślenia

„inaczej prędkość zmniejszy racje bytu” – „ból przejmie kontrolę

 

Nad domysłami” – „zabrali wszystko” – mówi jakiś tutejszy

Okradziona.pl – brak symetrii między tobą a zewnętrznymi pozorami

„połączenie jest przekazywane” – nawet „dzień dobry” musisz kupić 

 

„dzisiaj wyjątkowo nie zabijemy cię” – załatwia kolejny dzień twojego życia

jakiś Bóg za twoimi plecami – czy my się znamy? – Bóg niespodzianka

Ach! całe wieki się nie widzieliśmy! – I co teraz? – podoba mi się

 

Zwęglone ciała jakiś ludzi – ludzi? – zostaw to padlina

Cofnij się w czasie – pamiętam bransoletka – „to był twój przedmiot…”

Ulica krokodyli? Uwaga: w tutaj jest coś gorszego -   

 

To miasto tandetnych morderców – ile razy? 

„spierdalaj idziemy się modlić” – „spierdalaj coś się kończy”

„to smutne że cię zostawili” – taniec w świetle reflektorów

   

świetliste kraty zamieniają się w burzę elektryczną – kto jest kto?

wielki wóz wysypuje cywilizację do śmietnika antymaterii –

znak zapytania jak aureola nad głową męczennika – gdzie jest kropka?

 

Ewa Sonnenberg, krakow, koniec listopada  

 


LIST Z WIĘZIENIA

Kliknij aby powiększyć:
francesco d'isa.jpg

 LIST Z WIĘZIENIA

Najpierw jest nieświadomość: list do matki lub ojca (jeśli jeszcze nie został zamordowany),  list: tutaj jest wspaniale, wszyscy się modlą i wierzą w jakiegoś Boga, mordują się i nienawidzą, jest wspaniale: można kupować piękne przedmioty z przeceny, są restauracje i kawiarnie, wszędzie ludzie się śmieją i pokazują na mnie palcami, „ty dziwko”, „ty diable”, ty, ty, a moje ja szeptem: „i ty też” mówię do mojego najlepszego przyjaciela w tym mieście….a on mi odpowiada: „jak chcesz mieć kogoś bliskiego to daj ogłoszenie do gazety”, „proszę pana ona jest potworem”. Mamo - Tato tutaj są ludzie, tacy dobrzy ludzie z krzyżami na szyi, patrzyli ukryci z okien na „wszystko można z tobą zrobić”, patrzyli i uśmiechali się, Mamo, Tato jest dobrze prześlę wam prezent, żeby udawać, że jest mi wspaniale, że nie boli, że jest okey, że nic się złego nie dzieje, że odczułam to miasto na własnej skórze: mam kilka siniaków, mam też blizny, czuję w sobie jak wzmaga się do mnie niechęć, ktoś przechodząc potrąca mnie, jest super, obok mnie sami kaci, czasami ktoś przyjacielski, ale nie wiem czy to żywi czy umarli, ja spaceruję między królewskimi ulicami, ale te ulice już nie są królewskie, są jak tanie dziwki, sprzedadzą się za każdą sumę, byle przystawać do tego, co jest w cenie, do tego, co da ci ochłap na talerz, ja też chcę niekiedy coś zjeść, niekiedy, bo restauracje i kawiarnie tego miasta nie przyjmują mnie, „dla takich klientów nie ma miejsc”, może i lepiej, Mamo – Tato gdy w jakiejś coś zjadłam to potem byłam na pogotowiu, ale  stamtąd też musiałam uciekać, bo tam to było jak w celi straceń, wszędzie jest tak samo źle, restauracje, kawiarnie, spotkania towarzyskie uruchomiły wobec mnie nienawiść, próbują mnie unicestwić, bo nie jestem ładna i grzeczna, czy coś w tym rodzaju, eksterminacja na małej dziewczynce, nie mam gdzie usiąść, nie mam gdzie się schronić, więc spaceruję a oni na mnie polują, więc piszę wiersz a oni dokonują na mnie publicznej egzekucji, nazywając to balem, lub inną imprezą, w sumie jest fajnie, śmiesznie i zabawnie, itd. (list jak list, jak listopad, i parę innych rzeczy, list, ale nie jak liść – liście są kwintesencja duszy w tym koszmarze ogłupienia i ciemnoty, liście są jak zapięcie książki, która oddycha). 

 

EWA SONNENBERG

 


PEDAŁ W OBJĘCIACH SONNENBERG - TEKST- REWELACJA!!! - IREK KOŚCIAK

Kliknij aby powiększyć:
Obraz 795.jpg

Pedał w objęciach Sonnenberg

 

Dla Ewy Sonnenberg, w podziękowaniu za

biblię słów i znaczeń,

wiarę w pisanie,

powtarzalność niepowtarzalnego.

 

Historia

Według różnych opowieści, Sonnenberg jest córką króla i królowej – władców małej wyspy na Morzu Północnym Nieistnienia. Zrodziła się z pragnienia bycia kimkolwiek zechce. Staruszką dziergającą ciepłe swetry dla swoich wnuków. Dzieckiem z dużymi, zielonymi oczami, chłonącymi każdy oddech morza. Tajemniczą kobietą, która codziennie rano staje nad przepaścią poezji i liczy niewidoczne słońca słów, błyszczące refleksy fraz. Mężczyzną z fajką w ustach, który siedzi za biurkiem, przysłonięty stosami pożółkłych metafor.

Ciężko rozpoznać ją w ciszy. Nosi te same suknie, uszyte z jedwabiu chwil, atłasu wspomnień, koronek myśli. Ten sam złoty naszyjnik z brylantami pocztówek wysyłanych z kosmicznych podróży, przyjaźni zawieranych z japońskimi mistrzami kaligrafii. Te same pierścionki platonicznie zakochanych w niej przystojnych, młodych chłopców po polonistyce. Te same bransoletki ciach z gejowskich klubów. Te same kolczyki buddyjskiej mądrości. Te same siedmiomilowe szpilki.

Odziedziczyła po sobie zamek tysiąca i jednej komnaty, a w każdej z nich ukryte jest tysiąc i jedno znaczenie. I zwierciadła, miliony zwierciadeł, w których można się przeglądać w nieskończoność. W nieskończoności?

Jest próżna – godzinami przegląda się w nie swoim odbiciu, robiąc te śmieszne miny, przymierzając peruki i balowe suknie. A może próbuje stać się, ucieleśnić jeszcze bardziej, do granic materii? Czy dzięki temu stanie się człowiekiem czy przestanie nim być? Tyle pytań i jeszcze więcej odpowiedzi. Nie zastanawia się więc, dlaczego nawet prawda czasem ją przedrzeźnia...

Jest gnuśna, pyskata, znudzona powierzchownością. Wybredna, jak to księżniczka. Królowa. Cesarzowa. Jej królestwo to pięć tysięcy lwów i garść ciężkich gwiazd. Ciężkie gwiazdy w niej, obok niej, nad nią, zabawiają się w imitowanie słońca. A może to słońce imituje ją?

 Być jak Błękitna Markiza

A teraz opowiem wam bajkę na dobranoc o Błękitnej Markizie, która ma tysiące pluszowych kochanków i bardzo wrażliwy żołądek. Jej historia to historia pluszu i zatrucia pokarmowego. Dwie osobne opowieści, które przeplatają się ze sobą w dziwny sposób, tworzą nierozerwalny związek przyczyn i skutków, odejść i powrotów. I w tej całej metafizycznej plątaninie Błękitna Markiza próbuje się odnaleźć, wypośrodkować, wyznaczyć sobie pewne granice, przynajmniej te dotyczące ciała. Jak bardzo może ją boleć błękitny brzuch? Jak długo może jej kręcić się w błękitnej głowie? Jak bardzo obfite mogą być puszczane błękitne pawie? Błękitna Markiza pogrąża się więc w zamyśleniu ... (to ponoć łagodzi nudności). I wzdycha, skarży się w duchu na to swoje przeklęte ciało, które wyrządza jej teraz krzywdę. Jak ono w ogóle śmie?! Co ono sobie wyobraża?! Ale, ale...

Na podwórzu już słychać tętent końskich kopyt. Tak! Tak! To książę Suchar z odsieczą przybywa. Wbiega do zamku, wykrzykując miłosne do Błękitnej Markizy frazy. Cały przejęty rolą, jaka została mu  przydzielona. A ona, uradowana, podnosi się z łoża cielesnych boleści, choć słaba bardzo i nogi u niej jak z waty, by przywitać wybawcę swego pocałunkiem, gorącym, ale i śmiertelnym. Padają sobie w objęcia. Błękitna Markiza wzbrania się chwilę, Książę Suchar zdeterminowany jednak wielce, siebie samego dla zdrowia Błękitnej Markizy chce poświęcić. Zapewnia, że książęta mało ważni, gdy ciało ukochanej jego utyskuje, narzeka, pańszczyznę chce wymówić. Szczerość młodego, choć lekko przysuszonego już, bohatera, Błękitna Markiza do serca głęboko sobie wzięła i ciało jej na powrót posłusznym się stało, zadowolone wielce z właścicielki. I żyła Błękitna Markiza długo i szczęśliwie, nie zapomniawszy jednak o zasługach bliskiego sercu jej Suchara. Grób dzielnemu księciu urządziła, cały w pluszu różowym. W tym miejscu właśnie historia Błękitnej Markizy zatacza koło, a plusz i żołądek wielce delikatny, jednym i tym samym się stają. Jaki z tego morał? Kampowe ciasteczka nie zawsze są dobre, ale zawsze smaczne. A teraz do spania, bo Błękitna Markiza wyjdzie z szafy waszych koszmarów, wylezie spod łóżka skrywanych tajemnic. Przyjdzie i odgryzie wam te wasze wypieczone, chrupiące paluszki.

Planeta Sonnenberg

Czy masz już swoją działkę, na której stoi domek z ogródkiem? Jeśli nie masz, nie martw się – pomoże ci twój fundusz emerytalny. Zasponsoruje, ułatwi, wybuduje. Zapierdalałeś tyle lat, coś od życia ci się należy! Będziesz, co prawda, stary i zniedołężniały, ale będziesz. I twój patron, Święty Spokój, będzie ci towarzyszył aż do śmierci. Amen.

 

Planeta Sonnenberg – I stopień wtajemniczenia.

 Jeżeli czujesz, że to nie to serce, nie ta rzeczywistość, nie to życie, nie ta planeta, nie ta miłość, nie ta oferta. Powtarzalne last chance, na które musisz się zdecydować. Nie potrzeba zgody współmałżonka, deklaracji i obietnic. Nie są wymagane żadne dokumenty, formularze, dowody osobiste i publiczne. Skorzystaj więc już teraz! Zapas ofert nieważny do wyczerpania pokładów cierpliwości.

Wszystkie bilety wyprzedane, został tylko ocet – konserwant przeszłości i wspomnień.

Zanim wylądujemy na planecie Sonnenberg, musicie Państwo zapoznać się z panującymi tam zasadami, a mianowicie:

nie ma zasad, są tylko słowa,

nie ma zasad, są tylko znaczenia,

nie ma zasad, są tylko metafory,

nie ma zasad, są tylko środki żrące

Proszę odpiąć pasy. Przystojni stewardzi poprowadzą Państwa do wyjścia, na wyższy poziom percepcji?

Jeżeli sądzicie, że, będzie sądzone i o was.

 

Planeta Sonnenberg – II stopień wtajemniczenia.

It’s like „fuck it”, but it’s not a philosophy1.

 

Pedał! Pedał w objęciach!

Pedał to ktoś, kto lubi. Jak powszechnie wiadomo, lubić można wiele, a nawet jeszcze więcej. Wszystko zależy od konstelacji i układów, niekoniecznie gwiezdnych i planetarnych, niekoniecznie astrologicznych. Ja również lubię, to uczucie nie jest mi obce. Pedał w objęciach to natomiast zupełnie inna bajka, taka, którą opowiada się tym brzydkim i niegrzecznym dzieciom na dobranoc. Taka, w której nie ma dobrych bohaterów, są tylko tacy, którzy chcą, którzy starają się, którzy pragną. Pedał w objęciach to bajka dla dorosłych, którzy wracają po pracy do pustych mieszkań, pustych łóżek, do swoich pustych ciał. To bajka o księżniczce na ziarnku prawdy...

Księżniczka dała mi wiarę, że pisanie o bezsensie ma sens. Mimo, że tracę ją każdego dnia. Cyklicznie, w odstępach miesięcznych. To mój prywatny cykl owulacyjny. Pedał w objęciach jest nieszkodliwy, super chłonna podpaska wchłania go całego, jak tę niebieską wilgoć na reklamach. Znika i już nie trzeba niczego nazywać, ani udawać, że nic się nie stało.

Coś musi umrzeć, by coś innego mogło się narodzić – teoria dla tych, którzy wierzą w idiotyzm zwany przeznaczeniem. Pedał w objęciach nie ma konkretnego przeznaczenia – jest tak samo dobry we wszystkim. Umyje okna, pozmywa naczynia, sprawi, że poczujesz się lepiej...

 Pedał w objęciach Sonnenberg nabiera jednak zupełnie innego znaczenia. Staje się wielowymiarowy… I, przede wszystkim, pełen barw, lśniący, z dumnie wypiętą piersią (choć, niestety, z zapadniętymi sutkami). Nie gryzie i można go pogłaskać. Wchodzi na wyższy poziom rozwoju, w którym rozmowa staje się czymś nietaktownym. Pedał w objęciach Sonnenberg pasożytuje na tym, co napisała ona. Wysysa z niej słowa jak pijawka. Ale nie ma w tym nic złego, bo…

 Księżniczka umiE pisać na piasku. Na wodzie pewnie też, tylko jeszcze o tym nie wie. Posiadła bowiem umiejętność znaną tylko alchemikom – przekształca ulotne w trwałe. Może kiedyś uda mi się nakłonić ją, by zapisała na tafli jeziora te tajemnicze, średniowieczne zaklęcia, metafory, których używali starożytni mędrcy. Samą siebie?

Ewa Wawrzyńska weszła mi w paradę…

Konkurencja bywa zaskakująca. Ciekawe, czy nasze opisy tej samej OSOBY będą walczyć ze sobą o istnienie w jej świadomości. Ciekawe, czy Pani wiersze będą umiały zająć w jej sercu więcej miejsca. Zorganizujmy więc walki w błotku, walki w kiślu i konkurs miss suchego podkoszulka. Jestem jak najbardziej za, a Pani? W końcu trzeba umieć walczyć o swoje! Albo o cudze, w zależności od upodobań. Niepotrzebnie się Pani roznosi, panoszy, wtyka się i zapala. W takiej sytuacji wypadałoby najpierw sprawdzić, czy ktoś inny nie ma podobnych zamierzeń, tylko trudno mu skończyć to, co leży zaczęte, rozdrapane, rozpieprzone powszystkich kątach ciasnego pokoju. Trzeba dać czas na poukładanie, zgromadzenie wystarczającej ilości odwagi, by w końcu zdecydować się na ten krok. Pisanie ma to do siebie, że jest fantastyczne do momentu, w którym trzeba powiedzieć dość. „Kiedy powiem sobie dość, a ja wiem, że to już niedługo” i takie tam, śpiewanie w chórkach, stanie na tyłach sceny, by w końcu z niej zupełnie zejść, spierdolić, uciec przed wszechogarniającą świadomością. Rozumie Pani, bo ja nie…

Powyższy wywód sponsorowałem ja oraz moja najlepsza przyjaciółka, literka Q.

Nadchodzi kres

Kupa śmierdzących, tanich metafor rodem z second hand shopu dla tych, którzy chcą mieć swoją własną metafizykę, ale nie stać ich na tę nową, markową. Wybierają więc zużyte szmaty porównań. Kupują je na wagę, wybierają te, które da się jeszcze nosić. I nie ma w tym nic złego – mniej się człowiek męczy, a i ryzyko również niewielkie. Nie to, co Twoje zabawy w mordercze skojarzenia, które szukają ofiar wśród zdań…

Nareszcie! Pedał w objęciach Sonnenberg!

Ciągną się za mną moje trzykropkowe organelle: trzykropkowe frędzelki, trzykropkowe sznuróweczki, trzykropkowe koniuszki palców. Nie jesteś tym wszystkim zmęczona? Tym moim wszechobecnym niedokończeniem? Najchętniej pisałbym całą wieczność, ale wiem, że to niemożliwe. Trzykropkowe organelle dają mi złudzenie, że możemy pisać razem, że przyjmiemy zasadę „ja zaczynam, a Ty kończysz”, że podążamy do plus nieskończoności, a Tobie miejsce. Na każdej z nich przygotowałem przestrzeń, w której możesz się odnaleźć, małe, przytulne mieszkanko. Jest w nim sypialnia, pokój dzienny, kuchnia, w której po długim, kosmicznym spacerze na innych planetach upieczemy szarlotkę, aż cały tekst pachnieć będzie cynamonem...

 

1 Cytat pochodzi z utworu Kelly Nesbitt „Think of Your Eyebrows”, znajdującego się na płycie „Kell’s Bell”.

 

Ireneusz Kościak


prawda?

Kliknij aby powiększyć:
Obraz 842.jpg

TAŃCZ, WARIATKO, TAŃCZ

MOŻE TEN GŁUPI I NIC NIE WARTY ŚWIAT

OSZALEJE DO RESZTY

 

POZWÓL, TYSIĄCE RAZY, POZWÓL

UKRZYŻOWAĆ SIĘ NA BIAŁYCH KARTKACH PAPIERU

NIECH ZMARTWYCHWSTANIE POETA

 

OPLUJ SIEBIE ZASŁUŻYŁAŚ ŻE JESTEŚ OPLUJ SIEBIE

MOŻE CHAOS SŁÓW I PRZESTAWIANIE ICH Z MIEJSCA NA MIEJSCE

UZYSKA WRESZCIE POZIOM ZROZUMIENIA „KTÓRY”

 

ZABAWNE, TĘ PRAWDĘ KTÓRA RANI MOŻNA POWIEDZIEĆ

LUB ZMIENIĆ

 

ALE TĘ PRAWDĘ KTÓRA MOGŁABY OCALIĆ LUDZKOŚĆ

TRZEBA PRZEMILCZEĆ I UKRYĆ

 

Ewa Sonnenberg

 < ><-->


LITTLE COSMIC GIRL - GOD'S INTERFACE

Kliknij aby powiększyć:
Obraz 759.jpg

Czy moja mała dziewczynka w komunijnej sukience z wiersza „Wstęp” była przedłużeniem tych wszystkich małych zagubionych dziewczynek z piosenek Bowiego? Mała dziewczynka w białej komunijnej sukience, którą unosi w górę by prowokować nagimi udami…Po drodze kolana stawały się coraz bardziej zakrwawione. Dziwne. Ta mała dziewczynka z nad sklepu z porcelaną jakby mieszkała na szklanej górze. Gdy brała kąpiel, do porcelanowych filiżanek w sklepie spadały korowody pieniącej się wody. Kierowniczka sklepu stukała w drzwi jej mieszkania i krzyczała: „zabije panią!”. Czy to ta sama mała dziewczynka, dla której jakiś adorator ukradł z ulicy i przyniósł do domu znak drogowy: ZAKAZ WJAZDU. Lub może to już ta inna, smutna, chora mała dziewczynka, której pod progiem ktoś zostawił czarne dziecięce buciki. Czarne lakierki z karteczką: szerokiej drogi do grobu! Czy to kara za przyjaźń z gwiazdozbiorami? Może na planecie Ziemia znajomość gwiazd jest zakazana i stwarza tyle problemów, że nie można żyć? MAŁA DZIEWCZYNKA? Obce ciało otoczone DNA, gospodarką hormonalną i przebiegłą grą mikroelementów. Zbyt inna i po drugiej stronie brzegu by odbierać na tych samych falach co człowiek. Oni są w błędzie. Oni zawsze są w błędzie. Leworęczni, złotouści, z wyuczonym komentarzem. Czy to ty jesteś małą dziewczynką, o której śpiewał:

Co możesz sama jedna zrobić w świecie?

Martwię się o ciebie

Co możesz powiedzieć?

Co możesz zrobić?

Jak możesz być?

Ktoś przyniósł pod próg jej domu lustro, trzystopniowe lustro, by poprzez trzy stopnie wtajemniczenia dojść do prawdziwej twarzy własnego JA, ON, ONO? Rozbiło się w niej na tysiące kawałków? Do teraz nie wiadomo kto kim? Idealny proces mnożenia bytów ponad powinność, multiplikacja i unifikacja w jednym powtarzalnym motywie :I KNOW WHAT …. Tunel, światło i jeszcze raz światło, szara powierzchnia ekranu jak w kreskówce, ktoś kogoś ściga, tysiące tchórzy JEDNEGO odważnego, tunel? biegłaś razem z nim, z tym odważnym bez twarzy, dla niego nie ma czegoś takiego jak pojęcie „człowiek”, powietrze rysowało znaki waszej rozmowy, deszcz ognistych iskier, bałaś się? – skrzydła chmur ujeżdżanych przez smoki, jawność ukrytego stawała się nie do zniesienia, coraz dalej i dalej, na końcu spojrzeliście na siebie jak dwa Sfinksy. Spojrzeć na siebie oznaczało śmierć. Umarliście, ale za parę sekund znowu ożyliście. Idiotyczne uczucie. Mała dziewczynka z czarnym kotem na złotym łańcuszku. Wiesz przed kim byliśmy? Wiesz w kogo przez chwilę się zamieniliśmy? Wiem. Nic nie mów. Nikomu. Okey? Tunel to twoje podziemia, nieosiągalne królestwo, wielkie, monumentalne, niezdobyte mury wtajemniczeń, obrzędów, modlitw, pocałunków (tych bez użycia ciała). Krew i pogoń za czasem, który minął? Ta krew dopiero wszystko zacznie. Ta pogoń dopiero pozwoliła nam siebie rozpocząć. Zobaczyłam go sprzed wielu lat. Najpierw łabędzie, księżycowy krajobraz i jego twarz. Widziałam cię poprzez twoje wszystkie wcielenia. Tacy jak my wiemy do czego zdolne są słowa. Tacy jak my dobrze poznaliśmy i ludzi i potwory. Tacy jak my wiemy, że ludzi trzeba rzucać na kolana lub na pożarcie potworom. Tacy jak my wiemy, że potwory można kochać. Dlaczego tylko potwory są nam najbliższe? Tacy jak my wiemy, czym jest tunel i czym jest jasność na końcu tunelu.

Co możesz zrobić?

Jak możesz być?

Kochanie, bo będziesz zaskoczony. Małe dziewczynki wszystko pamiętają. Małe dziewczynki nie muszą być by wiedzieć. Nie tylko ty spadłeś z nieba. Małe dziewczynki ? Cały świat je nienawidzi a one nienawidzą okoliczności. Wypatrują swoją ofiarę z daleka….małe dziewczynki, składają ręce jakby się modliły, ktoś obok pyta z przekąsem: „bola rączki?” To „LUDZKIE” pytanie jakby były na jakiejś arenie, między walką i uśmiechem cesarza, między tygrysami, które rozszarpują ludzkie ciała a ogrodem z dwoma tysiącami róż, gdy z jakąś księżniczką zamawiają lody passion….jeszcze bardziej wiedzą do czego zmierzają, ich logika jest jak konstruowanie nowego świata, jak doskonalenie kodu genetycznego swoich sług - słów, jak rozprzestrzenianie siatki znaczeń i możliwości wypowiadania i materializowania myśli. Jakieś długi? Ktoś komuś? Kto i komu? Kto komu się bardziej podoba? Nudno mi. „In fast food living nostalgia” Nudno mi. Ludzie są jak baterie słoneczne, sugerują, że wiedzą i rozumieją, mówią, że mają swoich bogów. Nudno mi. Ludzie nic tylko się modlą i modlą, nie rozumiejąc czym jest słowo. Nudno, jak tu strasznie nudno. Ludzie nie znają się na ekonomi ciała, rozmieniają się na drobne, pieprzą się po kątach naszego zadupia wszechświata. Nudno, nie rozumiesz? Przecież jest coś więcej niż stopy i ręce, dotyk czegoś, czego dopiero trzeba nauczyć się widzieć. Domy i przedmioty lamentują, sięgają po język ludzi, przedostając się wąskimi, krętymi korytarzami znaczeń, gestów myśli i ryzyka wyobraźni. Kto to zrozumie? Tobie zawsze jest nudno, nawet wtedy, gdy kończy się świat. Nawet wtedy, gdy rasa ludzka jest na wymarciu. Rozpacz? To idealne dla ludzi. Oni się tym parają. „To” nie zna reakcji ludzkich. „To” podgląda jak wytwór jej wyobraźni staje się realny. Tak, za ciebie, za mnie, za sponiewierane ciało matki, ojca, za Ojca, małe dziewczynki też mają swoich tatusiów, bez względu czy nazywają ich skurwysynami, wampirami czy bogami, małe dziewczynki wiedzą czym jest upokorzenie, znają manipulacje bezprawia, znają to wychodzenie układom naprzeciw, znają te potyczki z przewrotnym: zastraszanie, pranie mózgu, psychiczne narzędzia tortur. Małe dziewczynki wiedzą, że w sumie nie mają szans, że są tylko małe, i w dodatku dziewczynkami. Ach! To znaczy, że mają się poddać? To znaczy, że mają służyć jako potulne samice jakiemuś samcowi? To znaczy, że uznają ich istnienie za normalne jak zostaną dziwkami? Małe dziewczynki, może ta, która przeżyła katastrofę samolotową? A może ta, którą zgwałcono, bezkarnie, ot tak dla zabawy, żeby było weselej na osiedlu, żeby ludzie mieli o czym rozmawiać, żeby dać jej nauczkę, żeby oduczyć ją wierności samej sobie. Małe dziewczynki – te żałosne, znerwicowane, omdlewające, zeznające na policji by znów zostać upokorzone, wyśmiane, „aha”, „aha”. Małe dziewczynki, wiedzą, że żyją w państwie bezprawia, że jedynym prawem będzie samosąd. Jedynym prawem smak krwi w ustach, czują to, umieją wskrzeszać zmarłych, potrafią przywołać kolejne pokolenia, w tych małych sercach małych dziewczynek mieści się cała nienawiść wszystkich skrzywdzonych pokoleń, dość udawania, że jest scena, idol, wielki spektakl i aplauz publiczności! Nie ma sceny, runęła z wielkim hukiem, nie ma idola, dostał tak jak wszyscy w pierdol, nie ma spektaklu bo okazało się że to wielki blef, a publiczność? Jest po to by ze swoich mechanizmów myślenia wybudować nam wehikuł, na którym uciekniemy do nieznanego nikomu wymiaru. Ale po co, ty wolisz liczyć bransoletki na swoich szczupłych przegubach, ja wolę śpiewać swoje smutne piosenki. Stajesz się tym kim jest ten kto jest obok ciebie? Przeobrażasz się w bliskość napotkanego obiektu? Przypadkiem czy z poczuciem oddania i miłości? Miłość? „Pani jest myszką”, tak kochanie, jestem myszką, takim interfejsem komputera, wiedza wieczności naciska mnie a ja demobilizuję środki ciężkości. Jestem myszką włamuje się do wszystkich możliwych systemów i przełamuje wszelkie klucze i zabezpieczenia. Jestem organiczną myszką do przestawiania faktów i reinterpretacji wszystkiego co było. Nic nie ujdzie mojej uwadze. Zakołysze waszym światem. Będzie jak na karuzeli. Wesoło. A potem pochwalę się, że mam idola czyli siebie. Ktoś powie: kurwa, idź do spowiedzi!

Będę myszką przegryzę wszystko twoje przekaźniki neuronowe. „PANI jest myszką”? nie, jestem zgwałconym kawałkiem mięsa. Zastraszonym epicentrum psychiki i wszechświata. Jestem małą dziewczynką, która stała się bardzo stara. Może starsza od świata. Bo czym jest wasz świat? Fallus i wagina? Ten facet zaprowadził mnie do ZOO a potem długo onanizował się jęcząc: „jaki jestem podniecony”. Małe dziewczynki brzydzą się ciałem na usługach seksu. Zastanawiają się co to jest - to coś między nogami? Najgorzej gdy wyznanie ma się stać zeznaniem. Pani sierżant co słucha zeznania wolałaby w tym momencie słuchać wyznania itd. Zeznanie chciałoby usłyszeć coś adekwatnego, coś co zasługiwałoby na to by świat był światem, ale organ sprawiedliwości jest tylko organem, a od prawdziwej Sprawiedliwości można usłyszeć tylko skomlenie: Boję się o ciebie, boję się o każdego, kto we mnie wierzy, że rozczaruje go moja bezsilność. Boję się, że mój świat jest falsyfikacją. Boje się, że moje marzenie mogą tylko śmieszyć. Boje się, że moje myśli nie należą do mnie, ale do ogólnie przyjętych sposobów myślenia. Nie, ale ty myślisz inaczej. Jakoś tak inaczej. Taka mała dziewczynka, która jest moją imitacją. To małe dziewczynki nie mają ciała? Wymiana jest prosta. Ciało streszcza się w kilku liczbach i w kilku literach. Mów mi: codzienność. Mów mi: nigdy. Przyjdę do ciebie, przyniosę ci dzbany, w które historia nalała napój przeznaczenia. Czy będziesz wbrew sobie? Czy wbrew sobie przekreślisz w myślach to co ma być zapisane? Wbrew sobie? Może wobec. Może na przekór temu, co czyni cię dla ludzi niezrozumiałą. Może za tą bezcielesną wiernością, za tym bezcielesnym oddaniem, za tym bezcielesnym przynależeniem do Innego ukrywa się... Choćby mieli cię wyśmiać, choćby mieli cię kamieniować, choćby mieli cię zabić, choćby mieli cię odrzucić, choćby, choćby, to tylko słowa i czyny, bezwartościowe obnażanie tego, co ludzkie. Stopniowalność zła, regeneracja dobrych chęci, COŚ WIĘCEJ? Wrzuć monetę to dokończę: MY LITTLE GIRL….

Ewa Sonnenberg&cosmic face

 < >< ><-->


STAŁA NIESKOŃCZONOŚCI - PÓŁ ŻARTEM PÓŁ SERIO?

Kliknij aby powiększyć:
Obraz 1004.jpg

 

TYLKO TWARZ PRAWDY MOŻE BYĆ TWARZĄ ZEMSTY